Pojechałam z rana na zajęcia, które odbywały się w University of Nevada. Jak zobaczyłam Kaley z daleka, od razu się uśmiechnęła.
- O Ash! Hej.- tradycyjnie buziak
- Hej.- uśmiechnęłam się
- To opowiadaj o tym szalonym weekendzie!
- Więc, zaczęło się od tych koszulek, pamiętasz jak je robiłam?
- No tak.
- Ubrałam ją, a drugą dałam w prezencie.
- O jacie! I co?
- No, spodobała się.- zarumieniłam się- I się zaczęło. Usiadłam przy barze i piłam, aż przyszedł do mnie Brendon i zapytał, czy zatańczymy... i nie zgadniesz do jakiej piosenki...
- Jakiej?
- Lenny Kravitz- I Belong To You.
Kaley gapiła się na mnie jak głupia.
- Ej jemu na Tobie na serio zależy! :O
- Taaa.
Weszłyśmy do sali ze sceną. Usiadłyśmy na widowni, zazwyczaj to ja się spóźniam na zajęcia, a tutaj nie było nikogo!
- A co z Alexem?
- Więc zobaczyłam go na parkiecie. Uświadomiłam sobie, że jeżeli dalej tak będzie, że będzie ok między nami, a on kogoś sobie znajdzie i mnie oleje... to dałam sobie spokój. Poszłam pogadać z Wentzem i Gaskarthem. Tak się zaczęło, a do tego spodobałam się Alexowi.
- I co teraz?
- Teraz nie zostaje mi nic, jak kręcić dalej z Brendonem.
Uśmiechałam się do siebie, bo wiedziałam, że taki układ mi się podoba. Zajęcia przebiegały całkiem spokojnie, jak to próba przedstawienia. Nie mogłam się skupić, bo ciągle myślałam o Brendonie. Raz to nawet potknęłam się na scenie, bo się zamyśliłam. Zaraz po zajęciach wyszłyśmy z Kaley na obiad. Idąc schodami uniwersytetu, usłyszałam trąbnięcie. Zaczęłam się lekko rozglądać, bo poza nami nikogo nie było na schodach, więc wiedziałam, że to chodzi o jedną z nas. Okno vana się otworzyło, a z niego wystawał łeb Urie'go.
- Cześć Ash!- krzyknął
- No to po obiedzie..- szepnęła Kaley
- Cześć!-pomachałam- Kurde, nie zostawię Cię!
- Idź. Ja zawsze mogę sobie poczekać, on może uciec.
- Ale..
- Idź!
Podeszłam do samochodu. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Masz czas może?- zapytał
- No mam.
- A masz ochotę na zjedzenie lunchu ze mną?
- Hmm... może i mam.
- Wskakuj.
Odprowadził mnie wzrokiem do miejsca pasażera obok kierowcy. Kiedy rozsiadłam się wygodnie, on nachylił się i dał mi buziaka w polik. Automatycznie na mojej twarzy zawitał wielki rumieniec. Ruszyliśmy w stronę miasta.
- Koleżanka się zdenerwowała?
- Nie, kazała mi iść i dobrze się bawić.
- Fajna koleżanka. Mój kumpel jak usłyszał, że zostawiam go i jadę na obiad z Tobą, to stwierdził, że chce być gwiazdą, bo ciągle się z dziewczynami umawiam.
Zaśmiał się dziko. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Jak zajęcia kochanie?
Zmieszałam się tymi słowami.
- Dobrze, jak Twój dzień?
- Jak na razie było ok, teraz zaczyna być bardzo dobrze.
Moje serce szalało. Raz biło tak, że aż bolało, a raz tak powoli. Nie wiedziałam co się dzieje, kurczowo trzymałam się fotela.
- Jadę za szybko?- zapytał zatroskany Bden
- Nie, jest idealnie.
Zajechaliśmy pod jakąś restaurację. Skąd wiedział, że to moja ulubiona chińska restauracja, i że właśnie akurat dzisiaj miałam ochotę na kurczaka w sosie słodko-kwaśnym?! Chyba za dużo wyżalam się rano Ryanowi.
- Ja poproszę kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.
- A ja to samo, tylko w wersji wegetariańskiej. Więc, jak zajęcia? Jaką sztukę wystawiacie?
- Hamlet.
- Oo, a kogo grasz?
- Ofelię, córkę Poloniusza.
- Fajnie! Kiedy premiera?
- Hmm... w połowie maja? Coś takiego.
- Powiesz kiedy, a ja na pewno tam będę, możesz na mnie liczyć.- złapał mnie za rękę
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam w jego oczy
- Ash...?
- Tak?
- Pojedziesz z nami w letnią trasę po USA i do Anglii?
- Czemu pytasz?
- Chcę, żebyś była blisko mnie.- ścisnął moją rękę
- Ale... mam nadzieję, że nie chcesz się mną zabawić i mnie zostawić, co?
- Nie.-spoważniał- Z Tobą nigdy.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wiedziałam, że prędzej, czy później to się stanie, ale, że teraz. Kelner przyniósł dwa talerze. Od razu zaczęłam jeść po to, żeby uniknąć rozmowy, a do tego byłam głodna, że zjadłabym konia z kopytami. Zaraz po zjedzeniu obiadu wyszliśmy z knajpy. Brendon złapał mnie za rękę- spodobało mi się to. Jak zawsze mieliśmy okulary przeciwsłoneczne na oczach, żeby nikt nas nie poznał.
Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Od wyjścia z knajpy panowała niezręczna cisza. Bden tylko przerzucał kanały radia, aż nagle wpadł na The Cranberries- Kiss Me. Wtedy było wszystko wiadome. Złapał mnie mocno za rękę i nie puścił jej, dopóki nie musiał zmienić biegów. Wjechaliśmy na podziemny parking apartamentowca. Wysiedliśmy z samochodu i obydwoje ruszyliśmy w stronę wind. Kiedy złapaliśmy jedną, coś we mnie pękło. Te sztywne zachowanie znikło, nie było już strachu. Uśmiechnęłam się szeroko do Brendona i przytuliłam się do niego.
- Mieciu?- przytulił mnie i pogłaskał po głowie
- Tak?- spojrzałam w jego oczy
- Kocham Cię.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. On mnie kocha. Zaczęłam płakać.
- Kotek, Ty płaczesz?- delikatnie wycierał moje łzy
- To za szczęścia!- zaśmiałam się- Ja Ciebie też kocham.
Wspięłam się na paluszki i musnęłam go w usta. Winda zatrzymała się na 4 piętrze.
- To idziesz do mnie, czy do siebie?- zapytał
- Jeśli mnie zapraszasz ^^- uśmiechnęłam się szeroko
- Moje drzwi są dla Ciebie otwarte każdego dnia, o każdej porze.
- Dziękuję.
Złapałam go za rękę, poczułam, że powinnam. On pocałował mnie w głowę. Jeszcze lekko do siebie nie doszłam, a tu nagle na 8 piętrze do windy wsiada Sarah Orzechowski.
- O Brendon, cześć. Cześć Ash.- uśmiechnęła się do nas
- Cześć. Coś się stało?- objął mnie ramieniem
- Nie, przyszłam wziąć swoje rzeczy i oddać Ci klucze.
- Ach tak, miałaś to zrobić tydzień temu,
- Przepraszam, ale pracowałam.- zwróciła się ironicznie do Bdena- Wiesz Ash, przepraszam, że Ci go odbiłam wcześniej, nie był tego wart.
- Nic się nie stało...- zmieszałam się tą wypowiedzią
- Kochana, może i bitwę wygrałam, ale Ty wygrałaś tą wojnę i cieszę się z tego.- uśmiechnęła się i pogłaskała mnie po ramieniu- Na razie.
Wręczyła mi klucz do mieszkania Brendona. Spojrzałam na nią i na klucz. Oddałam klucze Bearowi, a ten zamknął moją dłoń.
- Są Twoje.
- Dzięki, ale na to jeszcze za wcześnie.
- Chyba masz rację.
Weszliśmy do mieszkania. Tym razem wszystko wyglądało całkiem inaczej. Ten obraz w przedpokoju, ten żółty narożnik w niebieskim pokoju, ten wielgachny, plazmowy telewizor. Schyliłam się, by rozwiązać moje Vansy za kostkę.
- Nie ściągaj butów, bo nie sporzątałem ostatnio.
- Aż się boję zapytać kiedy.
Usiadłam na żółtym narożniku, rozglądając się dookoła.
- Co jest? Przecież byłaś tutaj wcześniej?- zapytał stawiając szklankę z napojem
- Dzięki. Teraz wszystko ma inne znaczenie.- położyłam rękę na jego udzie, a on ją pogłaskał
- Racja.
Przybliżył się do mnie, uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie. Czułam jak świat kręci się wokół, jakbym miała zaraz zemdleć. Przytuliłam się do niego mocno.
- Powiem Ci coś, ale się nie śmiej.
- Wal śmiało.
- Znasz Kaley Bishop?
- Tak, to ta dziewczyna z pod uniwersytetu i moja sąsiadka, prawda?
- Yhym.- kiwnęłam głową- Okna z jej gościnnego pokoju wychodzą na Twój pokój i ogródek.
- No tak, ale co z tego?
- Często siedziałam tam i gapiłam się w okno.
Zapadła cisza.
- Podglądałaś mnie?
- Tak jakby.
Uśmiechnął się.
- Na prawdę?
- Przestraszyło Cię to?
- Nie głupolku. Trzeba było zagadać, umawiać się, a nie się chować.- pogłaskał mnie po głowie z troską
- Myślisz, że nie chciałam? Chciałam i to jak, ale nie umiałam!
- Było, minęło. Najważniejsze jest teraz.
Puścił mi swój łobuzerski uśmiech i rzucił się na mnie! Właśnie w chwili, kiedy on na mnie leżał i udawał, że wgryza mi się w szyję, a ja piszczałam i próbowałam go gilgotać, usłyszeliśmy lekkie odchrząknięcie.
- Było otwarte, więc...- Brendzio spadł na ziemię, a ja gapiłam się w Ryana
- Spoko.
- Cześć Ash, idziesz na obiad?
- Nie, byliśmy z Bdenem na obiedzie, razem.- podkreśliłam dokładnie słowo razem
- Aha, a Ty dziadu pamiętasz, że dzisiaj oglądamy mecz koszykówki?
- O kurde, kompletnie wyleciało mi z głowy! Idzie ktoś ze mną na zakupy?
- Jestem chętna!- podniosłam się z kanapy, złapałam bluzę i torebkę- Gotowa.
Wyszliśmy wszyscy w trójkę, tylko, że Ry wrócił do domu. Ja i Bden poczłapaliśmy do samochodu. Chwilę później znaleźliśmy się pod jakimś hipermarketem. Wzieliśmy jeżdżący koszyk i pognaliśmy na spożywkę.
- Piwo?
- Jest.
- Chipsy?
- Są.
- Orzeszki?
- Są.
- Teraz czas coś dla domku, bo mam nadzieję, że będziesz siedzieć ze mną, więc będę dla Ciebie gotować skarbie.
- Ty umiesz gotować?
- Nie, ale się nauczę!
Wróciliśmy do jego domu w bardzo dobrych nastrojach. O 19:30 zaczynał się mecz, więc postanowiłam, że sobie pójdę. Brendon chciał, żebym została, ale widząc minę Spenia i Ry stwierdziłam, że jednak pójdę i pouczę się z Keltie. Otworzyłam drzwi od mieszkania. Rozwiązałam buty, bluzę powiesiłam na wieszaku.
- Kelt, jesteś?
- Jestem w salonie!
Nigdy, ale to przenigdy nie próbowałam moich aktorskich osiągnięć na rodzinie. Dzisiaj nadszedł ten pierwszy raz. Usiadłam na kanapie obok Keltie, która siedziała na twitterze.
- I jak obiado-randka z Brendonem?- zapytała po chwili
- A gdzie Hobo?
- W kuchni, ale Ty nie zmieniaj tematu. No i jak?
- Kompletna klapa.- nogi miałam na kanapie, wtuliłam w nie twarz
- Chyba aż tak źle nie było?
- Było i to jak!
Spojrzałam na nią, jej twarzy malowało się przerażenie.
- Buahaha! Mam Cię;D
- Ty zasrana aktorko! Czyli jak to jest?
- Jestem jedną z was!- pisnęłam
- Jeej! Wierzyłam w was, że w końcu będziecie razem;D
- Dobra, zrobiłam Cię w balona, ale pomożesz mi poćwiczyć rolę?
Cały wieczór spędziłyśmy z Keltie gadając o tym co się stało i ćwicząc moją rolę. 20 kwietnia przejdzie do historii w moim życiu. :)
Piątek. Ten tydzień był niesamowity, ale nie mogłam się doczekać, kiedy tylko pójdziemy na imprezę. Każde popołudnie spędzałam z Brendonem w domu.
- Koteek, widziałeś mój telefon?- krzyknęłam do Brendona
- Czekaj, zadzwonię na Twój telefon i zaraz go znajdziemy.
Mój telefon zadzwonił. Dźwięk dochodził z kuchni.
- Ok, już mam!
- Gotowa?
- Tak.
- To idziemy.
Wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do jakiegoś klubu. Przed klubem stało pełno ludzi, a bramkarz nieźle oceniał. Bden złapał mnie za rękę i ruszliśmy do wejścia.
- Zaraz, każdy stoi w kolejce.
- Tak, ale moi znajomi już są w środku.- powiedział grzecznie Bear ściągając okulary
- O Brendon, właźcie, miło nam was widzieć tutaj! :)
Od ręki weszliśmy do środka. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, bo teraz nie musieliśmy udawać, byliśmy ze sobą i tak było dobrze.
Usiedliśmy przy stoliku, gdzie siedziała Kelt i Ry, Spenio i Hay. Uśmiechali się do nas, jak jakieś głupki.
- Razem wyglądacie tak słodko.- walnęła Kelt
- Dzięki, wy też.- śmiał się Bden
Chwilę później piłam drinki z dziewczynami, gadając o głupotach;P. Poszłyśmy z Kelt na parkiet się popisywać naszymi zdolnościami tanecznymi, aż tu nagle...
- O proszę, Ash. Cześć kochana.- Sarah pocałowała mnie w policzek
Skojarzyło mi się to z pocałunkiem Judasza.
- Cześć Sarah, co tam?
- Możemy pogadać?
- A o czym chcesz gadać?
- O nim.- skinęła na Brendona
- A co o nim?
- Więc.. no, życzę Ci szczęścia. Wiedz, że na prawdę Cię kocha, bo jak byliśmy razem to ciągle o Tobie gadał, nawet mówił Twoje imię przez sen.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Po co ona mi to mówi?
- Na prawdę?
- Tak, nie chcę wam przeszkadzać, czy coś... tylko chciałam Ci powiedzieć, żebyś dbała o niego, bo to na prawdę fajny facet. Niestety, nam nie było pisane, więc może wam wyjdzie?- uśmiechnęła się
- Sarah, ja... ja przepraszam, że Cię uderzyłam.
- Nic się nie stało.- puściła do mnie oczko- Zasłużyłam sobie:P
- Nie, po prostu mnie poniosło, działałaś mi na nerwy...
- Hej, na serio wszystko jest ok.- złapała mnie za ramię- A jak radziłaś sobie jak byłam z nim?- zapytała zatroskana
- W ogóle sobie nie radziłam.- wzdrygnęłam się na myśl tamtych dni- Ale... z pomocą brata, Keltie i przyjaciółki dałam radę.
- To dobrze. Przepraszam Cię, że tak zrobiłam... dobra, idę.
Szepnęła i odeszła. Po chwili podszedł do mnie Brendon.
- Czego chciała?
- Opowiedziała mi o tym, jak ciągle o mnie gadałeś podczas jak byliście razem. Nie ładnie Brendon.- uśmiechnęłam się
- I co jeszcze?- pytał nerwowo
- Była bardzo miła dla mnie.
- Tak? A powiedziała, jak nazwała Cię dziwką i szmatą zanim zerwaliśmy?
- Nie, ale się jej nie dziwię, też tak bym zrobiła. Dlatego zerwaliście?
- Tak.
Przytulił mnie mocno do siebie i pocałował w głowę. Złapał mnie za rękę i bez słowa wyciągnął na parkiet. Przetańczyliśmy tak pół nocy! Później jak zaczęliśmy pić, to znaczy ja, tak koniec. Bden musiał mnie wynosić z klubu, śmiał się ciągle.
- Buahaha dziewczyna mi się schlała!
- To nie jest śmieszne.- warknęłam
- Ash, spokojnie, zaraz taksówka przyjedzie.- pogłaskała mnie Hay
- Spenio, a wy śpicie u mnie?- zapytał Bden
- Nie, u Ry. W pokoju Ash.- puścił mu oczko Spencer
- I co, ja mam tak mu siostrę oddać?!- Ry się oburzył
- No a nie? To i tak jej facet.- przytaknęła Kelt
Ja siedziałam na krawężniku i nie ogarniałam co się dzieje.
- Co? Ej, ja śpię dzisiaj w windzie!
Zaśmiali się ze mnie.
- Ale śmieszne.
Ledwo podniosłam się z ziemi na dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Spojrzałam na Ryana i Keltie. On trzymał ją czule w objęciach, szeptał jej coś na ucho, a ona się uśmiechnęła. Po chwili i mój ukochany dopadł mnie.
- Skarbie to co, śpisz u mnie?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem
- Nie wiem.
Spojrzałam na brata, żeby jeszcze zdążył zaprzeczyć, ale jednak on był zajęty swoją narzeczoną.
- My jednak będziemy spać u siebie w domu.- powiedział Spenio
Widział co się święci. Wszyscy po kolei odnosili się do siebie tak, że coś się stanie. Na myśl, że rano w przedpokoju znajdę porozżucane ciuchy mojego brata i mojej przyszłej szwagierki jakoś odechciało mi się spać. Najlepiej wyspałabym się w Summerlin. Dlaczego tak panicznie bałam się spać u Brendona? Chciałam sobie wydedukować w głowie, że w zasadzie to sama chciałam się z nim przespać, ale dlaczego teraz wręcz się bałam? Hmm... klimatyzacja w taksówce nieco mnie ocuciła z upojenia alkoholowego. Kiedy wysiedliśmy z taksówki, ciepłe powietrze uderzyło mnie w twarz, było to co najmniej dziwne uczucie.
- To co, ja idę do domu, tak?- uśmiechnęłam się do brata
- Oo, nie chcesz spać u Brendona?
Staliśmy właśnie na holu naszego apartamentowca.
- Wiesz, że lubię się wysypiać w swoim łóżku.
Zmarszczył czoło.
- Ale Ash, Bden na pewno coś dla Ciebie przyszykował, co nie Bear?- spojrzał na niego błagalnie
- Ty idziesz ze mną bez dwóch zdań!- Brendon objął mnie mocno ramieniem i pocałował w głowę.
Rzuciłam bratu spojrzenie żądne mordu.
- Ale...
- Oj Ashley, czy Ty na prawdę nie widzisz, że oni próbuję się Ciebie pozbyć z domu?- zapytał Brendon, a Kelt wybuchnęła niepochamowanym śmiechem
- Wrr... w takim razie miłego ruchanka.
Keltie się popłakała ze śmiechu, a Ryan mało mnie nie udusił. Brendon również śmiał się na całego. Jak dobrze, że jechaliśmy osobnymi windami... chociaż. Bear przeszedł do ofensywy, kiedy drzwi windy się zamknęły zaczął całować mnie po szyi i delikatnie dotykac moich pleców.
- Bear... skarbie- nie zareagował- Bden...!- lekko krzyknęłam, również nie zareagował- Brendon do cholery jasnej, tu są kamery!- warknęłam, aż ode mnie odskoczył
- No tak..
Dojechaliśmy na 8 piętro milcząc. Spojrzał na mnie niepewnie, złapał mnie za rękę. Będąc w środku nie dał za wygraną, kiedy tylko ściągnęłam buty, zaczął mnie całować. Oderwałam się od niego i wykrzywiłam głowę tak, żeby nie mógł mnie pocałować. Jego to zdenerwowało, więc złapał mnie za twarz i zaczął całować. Próbowałam mu się wyrwać, ale nie mogłam. Oderwałam się od niego.
- Czy Ty jesteś debilem, czy nie rozumiesz słowa NIE?- wrzasnęłam na niego
- Myślałem, że...
- To źle pomyślałeś.
Nie patrząc na to, czy on jest w salonie, czy nie, ściągnęłam z siebie sukienkę i poszłam do pokoju, w którym spałam z Bearem i Alexem na raz. Pokój dla pewności przekręciłam na klucz i poszłam spać.
Nastrój:
Obudziłam się ok. 16 w niedzielę. Obudził mnie telefon. Spojrzałam na wyświetlacz, na którym było 5 nieodebranych wiadomości i 15 nieodebranych połączeń.
- Halo?
- Ash? Jej, w końcu. Jak się czujesz?
- Strasznie, a Ty Alex?
- Już lepiej. Masz czas się spotkać?
- Widzisz, ja dopiero co wstałam, może jutro...
- Jutro wyjeżdżamy.- słychać było smutek w jego głosie
- Ah.- zawahałam się- Wiesz, gdzie mieszka Brendon, ja mieszkam w tym samym apartamentowcu. Przyjedź, najwyżej napijemy się kawy, czy coś tam.
- Okej, będę tam za półtorei godziny, pa.
- Pa.
Uśmiechnęłam się. Zaczęłam się szykować. Jak wyszłam spod prysznica usłyszałam Brendona w kuchni. Śpiewał sobie coś pod nosem, widocznie był sam.
- Bear?- wychyliłam mokry łeb zza drzwi
- O Ash, wszedłem, bo było otwarte, a tu nikogo nie ma...- spojrzał w moją stronę, a ja trzymałam ręcznik- Hmm, do twarzy Ci tak. Chyba już taką kiedyś Cię zastałem, prawda?
Wspomnienia uderzyły mnie jak z bicza. Wszystko do mnie wróciło.
- Tym razem nie zawaham się.
Podszedł do mnie z uśmiechem. Przejechał dłonią po moich mokrych włosach i pocałował mnie w czoło. Potem w nos, w policzki i delikatnie w usta. Uśmiechałam się, nie mogłam nadziwić się temu, co się dzieje. Parę dni temu moje szanse można było określić jako zerowe, a teraz on sam mnie pragnął.
- Może pójdziemy na randkę, co?- uśmiechnął się szeroko
- To nie jest dobry pomysł...
Przypomniałam sobie, że niedługo przyjedzie Alex. Musiałam się szybko decydować, którego wybrać, z którym spędzić czas.
- Słuchaj, może ja pójdę się ubrać, a Ty skocz po zakupy, ugodujemy sphagetti, co?
- No dobra!
- Nie śpiesz się. Najlepiej to ja wpadnę za półtorei godziny.
Kiedy wyszedł szybko poleciałam do łazienki się szykować. Wskoczyłam w getry, spódniczkę i bluzkę z krótkim rękawem, żeby jakoś wyglądać. Włączyłam prostownicę i do tego suszarką suszyłam włosy. Do pokoju weszła Keltie, widząc moją panikę zaczęła mnie malować.
- Co się dzieje?- zapytała nakładając puder
- Za jakieś 20 minut będzie tutaj Alex Gaskarth, a za godzinę jestem umówiona na randkę z Brendonem.
- O dziewczyno, Ty to masz jednak zdrowie.
Keltie spojrzała na mnie dziwnie. Niezręczną ciszę przerwał mój telefon.
- Możesz odebrać?- zwróciłam się do Kelt, bo miałam ręce w odżywce do włosów.
- Już. Słucham? Nie, tu Keltie, Ash ma zajęte ręce.- włączyła głośno-mówiący.
- Kto to?
- Kaley.
- Hej Kaley!
- Cześć zdziro, co się nie odzywasz?
- A bo dużo tu mówić. Dzisiaj idę na dwie randki.
- O! A jak urodziny Brendona?
- Super!
- Zaraz... jakie dwie randki?
- No, z Alexem Gaskarthem z All Time Low i nie zgadniesz.
- Udało Ci się!- darła się jak głupia- Ale to oczywiste, że wybierzesz Brendona, nie?
Keltie się z nas śmiała. Miała ubaw po pachy!:D
- Nie wiem...
- Nie załamuj mnie!- brechtała Colleen
- Właśnie, nie załamuj mnie i Keltie.
- Zobaczę.
- Dobra, ja wam nie przeszkadzam.
- Nie, nie przeszkadzasz!
- Pa!
I się rozłączyła. Kiedy zobaczyłam 17:20 na zegarku, ogarnęła mnie panika. Za 40 minut miałam iść do Brendona, a za 10 minut zjawi się Alex. Kelt szybko wyprostowała moje włosy, a ja malowałam oczy. Usłyszałyśmy dzwonek do drzwi. Ryan otowrzył drzwi, a Kelt w małej panice ubrała byle jakie buty i wyprowadziła Ry tak, jak stał. Uśmiechnęłam się do Alexa wpuszczając go do środka.
- Cześć Ash.- dostałam buziaka i wyciągnął różyczkę
- Jej, śliczna! Dzięki.
Zaprosiłam go do kuchni.
- Alex nie mam za bardzo czasu na jakie kolwiek wychodzenie dzisiaj.
- Turdno, chociaż trochę się Tobą nacieszę. Ile mamy czasu?
- Jakieś 40-50 minut.
Przytulił mnie mocno. Zdziwiłam się, ale jakoś to przemilczałam. Po chili oderwałam się.
- Napijesz się czegoś?
- Hmm... nie, dziekuję. Może porobimy zdjęcia?- uśmiech nie schodził mu z twarzy
Zaczęliśmy robić jakieś łachowe fotki. Kiedy chciał mnie pocałować, odsunęłam się.
- Coś nie tak?
- Chyba będzie lepiej jak zostaniemy tylko przyjaciółmi.
Spojrzał na mnie z niedowierzaniem.
- Ale wczoraj, gdyby nie Ashlee...
- To było wczoraj.-powiedziałam wkurzona- Przepraszam.
- Skarbie...
Złapał mnie za ramiona, spojrzał mi głęboko w oczy.
- Ashley, nie czujesz jakbyśmy znali się od zawsze? Jesteś przepiękną dziewczyną, znam Cię tak krótko, a wiem, że mógłbym być z Tobą.
Milczałam. Nie wierzyłam w to wszystko.
- Nie możesz mnie kochać. Nie tak szybko!- mówiłam przerażona
Gapiłam się na niego. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Spojrzałam na zegarek, który pokazywał 18:05.
- Jestem spóźniona.
- Ojej, przepraszam, mogłaś mnie wygonić!- śmiał się
Ubrał bluzę i ruszył w stronę drzwi.
- Przepraszam za wszystko. Jak będziemy w Vegas to dam znać.
Uśmiechnęłam się i pocałowałam go w policzek. Przesunął się lekko i wbił się w moje usta. Zaczęliśmy się namiętnie całować. Było mi nawet fajnie! Jego ręce błądziły po moich plecach, a nawet pod koszulką. Kiedy się ocknęłam, była 18:20.
- Alex, na serio jestem spóźniona!
- Idę. To trzymaj się.- przytulił mnie i pocałował w czoło
- Pa!
Wyszedł. Szybko poprawiłam włosy, założyłam szpilki i pobiegłam do windy. Wychodząc poczułam znajome zapachy włoskiej kuchni. Zapukałam do drzwi.
- Mieliśmy to robić razem!- śmiał się Brendon
- Wiem, zasiedziałam się.
- No dobra, wybaczam Ci.- uśmiechnął się szeroko- Więc... wpadłem na pomysł, żeby dodać prawdziwe pomidory i cebulę!
Zaśmiałam się.
- To jest podstawa Brendziu.
Stanęłam przy kuchence i zaczęłam dodawać różne rzeczy, które Bden pokroił wcześniej. Obydwoje mieliśmy na sobie fartuszki, wyglądało to przekomicznie! Kiedy opowiadaliśmy sobie jakieś kawały, Bear podszedł do mnie i pocałował mnie w głowę.
- Powiedz mi coś. Skąd ta nagła zmiana?
- Booo....- zamyślił się- Zorientowałem się, że mi się podobasz. Wcześniej mówiłem sobie, że nie mogę Ciebie kochać, bo jesteś dla mnie jak siostrzyczka. Później stiwerdziłem, że nie mogę się tak oszukiwać.
- Znam Cię. Tak łatwo nie zmieniasz swojego zdania.
Zamyśliłam się... no tak! Miał z kim o mnie walczyć, to dlatego!
- Czy to nie wina Alexa?- spojrzałam na niego nie pewnie
Zaniemówił.
- Nie, niby jak?
- No tak, że jestem nudna jak flaki z olejem, a jak masz z kim walczyć...
W jego oczach malowała się panika. Jakbym czytała z niego, jak z otwartej książki.
- A jak studia?- bezczelnie zmienił temat.
- Dobrze.
- Już nie rzuca się ta nauczycielka od historii teatru?
- Nie.
Po pół godzinie wszystko było gotowe. Po uciekaniu od tematu odechciało mi się tam w ogóle być. Zjadłam, grzecznie wysłuchałam historii na temat prezentów, jeszcze raz zostałam pochwalona przez Brendona za prezent i postanowiłam iść.
- Nie idź, jeszcze 21 nie ma.
- Muszę poćwiczyć z tekstu w domu.
- Może obejrzymy jakiś film?
- A jakie filmy masz?- zainteresowało mnie to
- Klik i robisz co chcesz, Twilight, Nienarodzony..
- Masz Twilight?!- pisnęłam
- A masz. To co, oglądamy?
- Yhym.
Usiadłam na wielkiej kanapie w salonie, dostałam małego drinka do ręki.
- Ty znowu chcesz mnie spić, co nie?
- Może.- posłał mi swój łobuzerski uśmiech
Zaczęliśmy oglądać film. Jak zawsze Twilight był interesujący mimo tego, że oglądałam ten film z 6 razy. Czując jak Bden próbuje mnie objąć, uśmiechnęłam się. Szybko wtuliłam się w niego. Zaczął szeptać mi do ucha.
- Podoba Ci się wieczór?
- Tak, a Tobie?
- I to jak!
Pocałował mnie w skroń. Zaczęłam bawić się jego koszulką. Widocznie mu się spodobało, bo spojrzał na mnie z uśmiechem. Głaskał mnie po włosach delikatnie. Po prostu tak było cudownie.
- `Lew zakochał się w jagnięciu.`
- `Co za głupie jagnię.`
- `Chory na umyśle lew masochista.`
Poczułam jak jego serce bije mocniej. Spojrzał prosto w moje oczy i pocałował mnie. Wyszło z tego takie zamieszanie, że pilot spadł, w ułamku sekundy postawiłam miskę z popcornem na stoliku, a on leżał na mnie całując jak szalony.
- Bear co Ty robisz?- obudziłam się z amoku, jak tylko próbował ściągnąć moją koszulkę.
- Przepraszam, poniosło mnie.
Wróciliśmy do pozycji siedzącej, dalej oglądaliśmy film. Delikatnie głaskał mnie po głowie bawiąc się moimi włosami. Całkowicie leżałam oparta o niego. Zapach jego perfum unosił się w powietrzu. Po filmie zaczęłam się zbierać do domu.
- Kiedy jeszcze do mnie wpadniesz?- zapytał
- Nie wiem, kiedy tylko zechcesz.- puściłam mu oczko
- Dobra, to...- zmieszał się, nie wiedział co ma robić- Dobranoc.-musnął mnie w usta
- Dobranoc.
Nie wytrzymałam. Zaczęłam go całować. Miał taki śliczny błysk w oku. Przez niego miałam kisiel w gaciach! xD Wróciłam do domu zadowolona, ciągle się uśmiechałam. Dzisiaj wieczorem dostałam dwa smsy na dobranoc.
Alex: `Dobranoc skarbie ;*`
Brendon: `Kochana jesteś, wiesz? Dobranoc ;* <3`
Nastrój:
Dużo się zmieniło. Panic od miesiąca są w trasie, a ja? Ja mieszkam z Keltie. Mam blisko do szkoły, a poza tym ona nie czuje się samotna. Mamy dokładnie 6 kwietnia 2009. Za 4 dni chłopcy wracają z krótkiej trasy, a ja boję się tego, co się stanie. Nie odzywamy się z Brendonem do siebie, od kiedy nazwałam Sarah dmuchaną lalką. W ogóle nie słyszałam ostatnio żadnych newsów z ich życia, Ry mało o tym mówił. Siedziałyśmy obydwie w kuchni paląc papierosy.
- Ciekawe co to będzie w ten piątek.- zamyśliła się Keltie
- Powiem Ci, że mnie to nie interesuje, nie chcę z Brendonem gadać, ani nic.
- Przecież byliście przyjaciółmi.
- To co? Ja tylko tęsknię za trójką, a nie za czwórką Panic.
To nie była prawda. Mimo tego wszystkiego ja wciąż coś tam czułam do wokalisty.
- Ja Ci nie wierzę. Widzę, jak oczy Ci się świecą, jak ktoś mówi coś o nim.
- No to co z tego? Może i wygrałam jedną bitwę, ale wojnę z nią przegrałam.- schowałam twarz w dłoniach, żeby ukryć zrezygnowanie
- A kto powiedział, że wojna się skończyła?
Te słowa dały mi dużo do myślenia. Przecież żadna z nas jeszcze tak do końca nie wygrała, więc czas wziąć się w garść i działać!
Przyszedł piątek. Jak zawsze siedziałam i uczyłam się mojej roli, kiedy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu wyskoczyło mi `Brendon`.
- Słucham?
- Cześć Ash, jak się miewasz?
- Dobrze, a Ty?
- Ok, masz może czas i ochotę się spotkać?
- Widzisz, tak się składa, że właśnie się uczę roli, na razie.- miałam odłożyć
- Czekaj, nie odkładaj słuchawki. Chciałem się pogodzić. Mam dość tego, że nie rozmawiamy tak jak kiedyś, że nie sms'ujemy.
- Przecież masz z kim smsować.
- Dmuchane lalki trzyma się w szafie, więc raczej one nie piszą smsów.- zaśmiał się
- O, teraz z tego żartujesz?
- Bo to było zabawne! Po prostu pojechałaś mi tak, że nikt mi tak w życiu nie pojechał!- śmiał się jak głupi
- A Ty ćpałeś przypadkiem?
- Nie, to co, spotkamy się?
- A gdzie chcesz?
- To chodź do mnie na górę.
- Nara.
Rozłączyłam się.
- Ja idę na górę.- mówiłam do Ry i Keltie, którzy się miziali w salonie- Zostawiam wam wolną chatę.
- Gdzie idziesz?!- zapytała Keltie
- Na górę.
- Do Brendona? :O
- No. Przyjdę niedługo.
Wyszłam z domu i udałam się w kierunku windy. Po drodze obmyślałam tysiąc teorii spiskowych po co on zaprosił mnie do siebie, może ona chce się zemścić? Wyszłam na przeciw niej z plecakiem. Obrzuciła mnie zimnym spojrzeniem i poszła. Zapukałam w dębowe drzwi po raz kolejny w moim życiu. Bear stał uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Cześć, wchodź.
- A tej co się stało?
- Obraziła się.
Usiadłam na kanapie w salonie. Gapiłam się w słoneczne Las Vegas. On usiadł obok mnie.
- Ja przepraszam za to wszystko.
- Nie, to ja przepraszam, nie powinnam jej wyzywać, powinnam sobie odpuścić.
- A tam. Było minęło.
- Co chcesz dostać na urodziny?- uśmiechnęłam się
- Nie zmieniaj tematu!:D
- Cicho bądź.- walnęłam go z poduszki
Przyszły urodziny Bdena. Impreza odbywała się w Palms. Tematem głównym była moda lat 80, więc można było zrobić siebie idiotę. Ja ubrałam niebieską tunikę z napisem I <3 Bden, do tego srebrne getry i różowe trampki. Włosy opadały mi na ramiona. Nie wiedziałam co mu kupić, więc zrobiłam mu koszulkę I <3 Ash, a na plecach było Birthday Boy!, do tego całkiem fajny perfum Lacoste. Kiedy wpadliśmy na salę z Ry i Keltie, czekał na nas brat Brendona, Louis.
- O, Rossowie!- uśmiechnął się do nas
- Hej!
Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. Brendon stał oparty o ścianę i pił drinka. Widząc moją koszulkę otworzył oczy szeroko. Spojrzał prosto w moje oczy i uśmiechnął się zawadiacko.
- Ładna koszulka.
- Dzięki.- uśmiech z mojej strony
- Stary, wszystkiego naj.- Ry go przytulił i podał paczkę
- Sto lat Brendziu!- Kelt dała mu buziaka i przytuliła
Stałam tam jak głupia zastanawiając się nad tym jak złożyć życzenia. Ryan gadał z Bearem dość długo.
- Dobra idź już, bo Ash czeka w kolejce.- Brendon spojrzał na mnie z uśmiechem
- A tak.
Obydwoje z Keltie odeszli.
- Więc... drogi Brendonie... chciałam życzyć Ci wszystkiego naj, żeby zostawiła Cię Barbie kopiująca Katy Perry, żebyś miał więcej kasy niż masz i czego sobie zapragniesz.
- Dziękuję!- przytulił mnie mocno i pocałował w czoło
Podałam mu torbę z prezentami. Zaglądając do środka, miał twarz pełną ekscytacji. Widząc koszulkę z napisem I <3 Ash zaśmiał się. Nie po chamsku, a z zadowolenia, że komuś dowali. Bez wahania ściągnął marynarkę. Stał przede mną z nagim torsem.
- Potrzymasz?
Oszołomiona złapałam za koszulę i marynarkę. T-shirt pasował jak ulał, nie ma jak wyciągać takie wiadomości od brata. ;-) Spojrzał w lustro i uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki skarbie.- dostałam kolejnego buziaka
Powąchał perfum i szybko się nim popryskał. Poszedł odnieść prezenty, i od razu ruszył do Sary, która go dzisiaj przeprosiła. Ja podążyłam do baru.
4 drinki później...
Gapiłam się w drinka co chwilę go mieszając. Poczułam jak ktoś delikatnie stuka mnie w ramię.
- Nie bawisz się?
- Jak widać wolę się upijać w samotności, a Ty nie bawisz się z resztą gości?
- Jak widać nie. Mam tego dość.- usiadł obok mnie, objął mnie w talii
- Haha! Laski szukasz?!- zapytałam z ironią- Gdzie ta tania chińska podróbka biednej Perry zwaną Sarah?
Spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
- No co? Czy powiedziałam coś złego?
- Nie, Ty po prostu jesteś zazdrosna!- uśmiechnął się delikatnie dotykając moich pleców, na których widniał napis: `Happy Bday!`, a małymi pod spodem `I hope you had hide your Barbie Girl in the closet.`
- Ja?-pomieszałam drinka czarną słomką- Po prostu nie toleruję tanich podróbek z Chin.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nachylił się nade mną i szeptał mi do ucha.
- Zatańczysz?
Przez ciało przeszedł mnie dreszcz. Od razu na mojej twarzy zawitał uśmiech. Szybko dopiłam drinka i ruszyliśmy na parkiet. Ciekawe dlaczego dziwnym trafem leciał Lenny Kravitz- I Belong To You? Nie zapomniał. Ciarki przeszły moje ciało, nie wiedziałam co mam robić. Wzrokiem szukałam, gdzie jest Sarah, ale jej nie widziałam. Wtuliłam się w Brendona i tak tańczyliśmy. Okręcał mnie co jakiś czas, ciągle się na nas gapili. Pragnęłam, żeby ta piosenka nigdy się nie skończyła.
- Z koszulką trafiłaś w same sedno.- szepnął mi do ucha
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Jak to?-pokazałam na napis pod I <3 Ash.- Jako siostrę.-dodałam
- Sióstr to ja mam od chuja, nie chcę nowej siostry.
Jego oczy się zabłyszczały tak dziwnie, pocałował mnie w policzek. Nie wiedziałam co o tym mam sobie myśleć... myślenie przerwało mi coś, a raczej ktoś. Na parkiecie zobaczyłam znajomą mi sylwetkę i ten uśmiech. Kiedy piosenka się skończyła, uwolniłam się od Brendona i zaczęłam się kręcić wokół owego kolegi.
- Ashley!
Zostałam nagle zaatakowana przez Ashlee Simpson.
- Ash! Jej, miło Cię widzieć!
- Komuś podoba się moja fryzura.-zaśmiała się- Bardzo Ci w niej ładnie.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się- Gdzie Pete?
- Gada tam z kolesiem.
Spojrzałam w ich stronę. Gadał z tym kolesiem. Już miałam iść w ich stronę, ale jakoś ludzie stali mi na drodze, oni zniknęli. Przy scenie narobił się szum, a tu nagle wychodzi on na scenę z gitarą i słyszę jedną z ulubionych piosenek.
- I've got your picture, I'm coming with you, dear Maria count me in....
To był Alex Gaskarth. Przykuł mnie swoim wyglądem, rurkami... a kto nie pamięta tej sesji w samych gaciach? Mmm... uśmiechałam się jak głupia stojąc pod sceną. Po chwili dołączył do mnie Brendon przytulając mnie do siebie. Alex zawrócił mi w głowie! Teraz nie Brendon się liczył, a Alex. Gapiłam się w niego jak obrazek, jak grał. Alex nie omieszkał zauważyć jak bardzo się drę i jak się na niego gapię. Tak szybko jak umiałam, wyrwałam się z ramion Brendona i poszłam do baru się napić jeszcze bardziej. Po trzecim drinku, znaczy się, moim 8, powoli zaczęłam nie kontrolować tego, co robię. Poleciałam na parkiet. Kiedy zauważyłam, że Alex siedzi z Pete'm, nie mogłam się powstrzymać.
- Cześć chłopaki!-uśmiech- My się chyba nie znamy...? Przedstawisz mnie Pete?
- Ah tak, Ashley to jest Alex Gaskarth z All Time Low, Alex to jest Ashley Ross, siostra Ryana Rossa z Panic At The Disco.
- Miło poznać.- uśmiechnął się i posunął się, żebym obok niego usiadła
- Co tutaj sprowadza All Time Low?
- Byliśmy na miejscu i postanowiliśmy wpaść. Brendon przywitał nas z otwartymi ramionami!
Słuchałam każdego słowa. Mówił tak ślicznie, jego twarz... jej, nie mogłam. Pete widząc mnie w takim stanie przyglądał mi się dokładnie, znaliśmy się już jakieś 3 lata, wiedział o co kaman.
- A gdzie Twój facet?- przerwał nam konwersację
- Jaki facet?- zapytałam zdziwiona
- Noo...-skinął na koszulkę
- Aaa, urodzinowy chłopak? Widzisz, czasy się zmieniają.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy, popijanie drinka Alexa sprawiło, że czułam się nieźle pijana.
- Zatańczysz?- wyskoczył nagle Alex
- Z miłą chęcią!
Obydwoje ruszyliśmy w stronę parkietu. Gadaliśmy jak starzy znajomi, czułam jakbym znała go od zawsze.
- A brat gdzie?
- Brat ogranicza się do swojego zespołu, pewnie siedzą z jubilatem i obalają kolejną połówkę.
-Tak, najlepiej wśród swoich. Można?
Złapał mnie w pasie, oraz złapał moją rękę. Tańczyliśmy tak może od 23 do 1 w nocy. Gadaliśmy sobie, tańczyliśmy wolne, w między czasie piliśmy. Impreza skończyła się chwilę po 1, ale przenieśliśmy się do domu Bdena. Bear pokazywał swoje niezadowolenie, próbował ze mną tańczyć, ale ja po prostu go odrzuciłam. Popsułam mu urodziny i dobrze o tym wiem, ale niech poczuje się tak jak ja, kiedy odrzucił mnie dwa razy. Siedzieliśmy w taksówce z chłopakami z All Time Low, bo reszta wiedziała mniej więcej, gdzie to jest. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ruszyliśmy na 8 piętro apartamentowca, na którym odbywała się już impreza. Wpadliśmy z nowym alkoholem, wszyscy się cieszyli, oprócz Brendona. Od razu złapał mnie za rękę i zaprowadził do toalety. Zamknął drzwi na klucz.
- Ash, dlaczego Ty mi to robisz?
- Ale co?- spojrzałam na niego
- No, z Alexem.
- Buahaha! Od kiedy my jesteśmy razem?
Spojrzał na mnie, usiadł obok mnie na wannie. Złapał mnie delikatnie za dłoń, a drugą ręką odgarnął mi z twarzy zabłąkany kosmyk.
- Wiem, że w sumie to sobie zasłużyłem na takie traktowanie, ale nie uda nam się odbudować relacji?
Spojrzałam na niego z ironicznym uśmiechem.
- Żeby znowu przyszła byle jaka zdzira i zepsuła wszystko?
- Ash...- ścisnął moją dłoń mocniej, nerwowo odgarnął moje włosy za ucho- Byłem głupi, myślałem, że ona na prawdę jest fajna, ale nikt nie równa się z Tobą skarbie.
Uśmiechnęłam się. Ostatnio nazywał mie skarbem, jak chciał, żebym mu wyprostowała włosy. Słysząc głos Alexa, który pytał się, gdzie jestem, wyrwałam się z tego amoku. Usłyszeliśmy pukanie do łazienki.
- Ash, jesteś tam?
- Już idę.
Podniosłam się, żeby otworzyć drzwi, a Brendon pociągnął mnie za rękę tak, że zaczęliśmy się całować. Całowaliśmy się dłuższy czas, kiedy Alex odezwał się jeszcze raz.
- Nic Ci nie jest Ashley?
- Nie, zaraz przyjdę. Idź, ja Cię znajdę.
Ponownie zaczęłam całować Brendona. On obejmował mnie w talii, a ja bawiłam się jego włosami, które po ostatnim ścięciu były dość krótkie. Jeździł rękoma po moich plecach, to było przyjemne. Nie wiem dlaczego, ale podobało mi się to, do tego wierzyłam mu. Poczułam na plecach jego ciepłe dłonie, nie przeszkadzało mi to, że właśnie dotykał mnie po brzuchu i dotykał mnie dość blisko piersi. Wszystko było mi jedno. Znowu ktoś zapukał.
- Bden, jesteś tam?- to był Ry
- Jesteśmy z Ash, już idziemy.
Puścił mi swój firmowy, łobuzerski uśmieszek, pocałował mnie i zabrał z łazienki. Ry patrzył się na nas dziwnie.
- Rozmawialiśmy z Brendonem sobie na temat Alexa. Jest zazdrosny.- zaśmiałam się
- A dlaczego trzymacie się za ręce?
Spojrzałam szybko na nasze splecione ręce. W panice puściłam rękę.
- To on jest jakiś pedofil.
Odeszłam od nich szybkim krokiem, złapałam jakiegoś drinka i wypiłam go duszkiem. Poszłam szukać Alexa. Znalazłam go w kuchni, tuż przy wódce.
- O panie Gaskarth, nie pijesz już więcej!
- Ash.- złapał mnie za rękę i wylądowałam na jego kolanach- Chodź pogadać gdzieś, co?
- No dobra.
Poszliśmy do ostatniego pokoju w domu Brendona, do którego nikt się nie zapuszczał. Zamknęłam drzwi na klucz, żeby nikt nas nie złapał razem. Położyłam się na łóżku, a on usiadł obok. Po chwili ciszy przemówiłam.
- Chciałeś rozmawiać?
- Ah tak. Jesteś wolna?
Zamurowało mnie.
- Tak, a Ty?
- Też wolny. I masz 19 lat?
- Tak, Ty 21?
- Yhym.- skinął głową
Usiadłam, czułam, że lawina pytań, jakimi mnie zasypie nie będą fajne.
- Czujesz coś do Brendona, prawda?
- Hmm... dał mi kosza dwa razy, ale jak to mówią do trzech razy sztuka.- uśmiechnęłam się
Zbliżył się do mnie. Wiedziałam, że chce mnie pocałować. Przypomniała mi się scena z Twilight, jak Edward mówił: `chciałbym spróbować jedną rzecz... siedź spokojnie... nie ruszaj się...` i całuję Bellę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, że dzisiaj zaliczyłam dwóch facetów! Zaczął mnie całować. Całował dobrze, ale nikt nie robił tego lepiej niż Brendon, kiedy całowaliśmy się pierwszy raz. Przewrócił mnie na plecy i całował bez opamiętania. Po chwili nasze bluzki leżały gdzieś na ziemi. Czułam jak jego rozgrzane ręce błądziły po moich piersiach, że niby `przypadkiem` stanik sam spadał. Pukanie do drzwi przerwało nasze zabawy. Rzucił mi koszulkę, sam ubrał się szybko. Ktoś wszedł do pokoju.
- O, tutaj jesteście?- to była Ashlee
- Ash źle się czuje, więc siedzę z nią tutaj.
- Kochany jesteś, ale mnie nie oszukasz.- pokazała na jego bluzkę tył na przód
- Ah...
Zdjął koszulkę i przebrał się szybko.
- To może... ja pójdę.- wstał i wyszedł
- Ashley.- Ash mało mnie nie zabiła- Ja już nie nadążam, raz słyszę jaki to Urie nie jest super, a teraz znalazłam Cię z Gaskarthem.
- Czasy się zmieniają;P
- Tak, ale jakbyś nie zauważyła, Bdenowi zależy na Tobie, do tego to są jego urodziny.
- Kogo to obchodzi? Odrzucił mnie dwa razy, niech poczuje się jak ja.
Rzuciła mi zabijające spojrzenie.
- Pogadamy jutro jak wytrzeźwiejesz.
Wzruszyłam ramionami i przewróciłam się na bok. Zamknęłam oczy, przykryłam się pościelą i próbowałam zasnąć, ale jakoś mi nie wychodziło. Godzinę później muzyka przycichła, Ry przyszedł mnie pożegnać, a zaraz po nim wślizgnął się Brendon.
- Śpisz?
- Nie.
- A już lepiej się czujesz?- on to prawie zgon
- Tak, a Ty jak słyszę to dalej pijany.
- Troszeczkę.
Zatoczył się do łóżka, położył się do mnie i przytulił mocno. Zaczął ręką dotykać moich pleców, potem wsadził rękę pod koszulkę. Nie opierałam mu się, było mi tak fajnie, a powiem, że przyjemniej niż z Alexem. Odwróciłam się do niego twarzą, uśmiechał się szeroko.
- Ash...
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Było w nich coś takiego... ślicznego. Położyłam mu palec na ustach i zaczęłam całować. Leżenie pod Brendonem Urie od dzisiaj zaliczam do moich ulubionych rozrywek! Bden był taki szczęśliwy, że spaliśmy razem. Nie, że spaliśmy, że tego, a spaliśmy normalnie. Po raz drugi, nie licząc małego incydentu na imprezie, kiedy to specjalnie zasnęłam na jego kolanach napruta w trzy dupy.
Nad ranem obudził mnie krzyk Brendona i kogoś innego.
- Co Ty tu robisz?!
- A co Ty tu robisz?!- zapytał drugi głos, który należał do Alexa
Otworzyłam oczy, spojrzałam na nich obu. Zaczęłam się śmiać. Mimo wielkiego kaca i bólu głowy śmiałam się jak głupia!
- Buahaha wy to macie tupet!
- No Alex, idziesz już sobie?- zapytał z sarkazmem Brendon
- Nie musi, bo ja wychodzę.
Wstałam z łózka i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ash, zostań, spędzimy sobie poranek...
- Nie.
- Pójdziesz ze mną na śniadanie?- zapytał Alex
- Nie. Ja idę spać.
Wyszłam z pokoju, znalazłam gdzieś moje buty pod stołem i postanowiłam wypić wodę. Z 2l butelki został tylko kawałek plastiku. Poszłam schodami na 4 piętro, gdzie mieszkałam od jakiegoś czasu z Ry i Keltie. Otworzyłam drzwi i natknęłam się na ciuchy porozwalane wszędzie, no to było tu całkiem ciekawie jak mnie nie było. Bez zbędnych słów ominęłam kuchnię, w której siedział Ry i palił papierosa. Znaczy, że ta noc była bardzo udana. Na samą myśl się wzdrygnęłam i poszłam położyć się do mojego pokoju.
Nastrój:
Obudziłam się rano wyjątkowo bez kaca. Ubrałam się szybko, związałam włosy w gumkę i wyszłam z mieszkania sprawdzić, czy Brendon jest u siebie. Zapukałam w dębowe drzwi ze strachem, że pomyliłam drzwi. Kiedy zobaczyłam Brendona, ucieszyłam się. On stał w jeansach bez koszulki. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Gdzie się zmyłeś?
- Aa, ja na was czekałem, ale, że nikt nie wychodził to poszedłem do domu.
Spojrzałam na niego dziwnie.
- To my na Ciebie czekaliśmy. Z resztą, mogę?
- Nie, widzisz, to nie jest odpowiednia pora i...
Znikąd zjawiła się ona. Ta sama Sarah, w koszulce Bdena z mokrymi włosami i kubkiem kawy. Lekko objęła go i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem i czekałam na odpowiedź. Odpowiedzi nie usłyszałam.
- A kto to jest skarbie?
- Ash. Ash, to jest Sarah.
- A tak, my się znamy.- warknęła- Spław ją.- szepnęła do niego i poszła sobie
- Ashley, ja...
Odwróciłam się na pięcie pełna łez oczach i po prostu zamiast iść do windy, to zbiegałam na czwarte piętro. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, po prostu nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Weszłam do domu Ry i popłakałam się na dobre. Keltie zbierała mnie z ziemi, byłam w środku histerii. Było tak idealnie, sytuacja była tak wyklarowana i co? I znowu ktoś stanął mi na drodze.
- Ja już tego mam dość, rozumiesz?! Na okrągło ktoś staje mi na drodze do miłości.- wtuliłam się w nią
- Cii, już, spokojnie. Będzie dobrze Ash, jeszcze tego pożałuje Brendon, ona nie będzie jedną z nas...
Dwa tygodnie później ja dalej przypominałam roślinę, a ich związek kwitł w najlepsze. Moje najukochańsze dziewczyny bojkotowały każde spotkanie z Brendonem i nią, w ogóle z nią nie rozmawiały, a potem spotykałyśmy się razem, żeby ją obgadywać. Jak słyszałam Northern Downpour w radio to miałam ochotę te radio wyrzucić przez okno, z mamą nie poruszałyśmy tego tematu. Przyszła kolejna impreza, po raz któryś zostałam zaproszona, ale nie chciałam się na niej zjawić. Tym razem impreza odbywała się w apartamencie Ry, więc wjazd był na luzie. Rozmyślałam cały tydzień, aż w końcu się zdecydowałam, bo miała na tej imprezie być Cass Pope i Travis! :) i wiele wiele innych osób, więc postanowiłam się tam wybrać. Żeby wkurzyć Brendona i tą jak jej tam, a tak pusty orzeszek! (Orzechowski) ubrałam koszulkę Audrey Kitching. Taka nawet z dekoltem, było widać kolczyka, więc joł. Do tego ubrałam legginsy i te białe buty Marc Jacobson, z łączoną podeszwom. Jak zawsze po drodze zabrali mnie Spenio i Haley. Gadaliśmy dużo o tym, kto będzie i co się będzie działo. Ja mam pokój zarezerwowany u Ry, także ludzie mogą mi naskoczyć! Śmiałyśmy się z Haley jak głupie, Spenio nas uspakajał;D.
Podjechaliśmy do apartamentowca. Muzykę było słychać aż na dworze! Uśmiechnęłam się do siebie, czułam, że tej nocy dam im popalić. Przywitałam się ze wszystkimi znajomymi i zaczęłam pić. Z Travim mieliśmy takie wkręty, że mało! On wpadł a pomysł grania w butelkę za pieniądze. Za każdym razem trzeba było kogoś pocałować, a jak się nie chciało, to kara wynosiła 100$. Zgłosili się prawie wszyscy! Zaczął Travis i padło na Cass.
- Dawaj Travi, dawaj!-śmiałam się
Dali sobie niewinnego buziaczka. Cass musiała pocałować Haley, Haley Ry, Ry wpadł na mnie.
- No nie!- zaśmiałam się
- Dawaj siostra buziaka!
- A masz Ty dziadu!
Soczysty buziak prosto w usta, nawet nam zdjęcie zrobili. Kręciłam i ja. Z każdym obrotem butelki modliłam się `oby tylko nie ona`. I padło... jeszcze gorzej. Spojrzałam na Beara, miał nie wyraźną minę. Nie miałam kasy, żeby zrezygnować, więc stanęłam na czworaka i czekałam co on zrobi.
- No Brendon, czemu nie płacisz 100?- zapytała Sarah
- A niby po co?
- Chyba nie pocałujesz tego czegoś?
Spojrzałam na nią z kurwikami w oczach i nie wytrzymałam. Rzuciłam się na nią i mało jej nie zabiłam.
- Dla Ciebie jestem pani! To po pierwsze!- walnęłam ją z pięści- Po drugie, to Ty namieszałaś mi w życiu.- poprawiłam- A po trzecie, to nie ja jestem bezguście, kopiarko Katy Perry!- walnęłam jej po raz ostatni, bo złapał mnie Ryan, Jon, Travis i Spenio.
Brendon wyprowadził swoją piękność do domu. Po tym wszystkim odechciało mi się wszystkiego. Brendona mi się odechciało, żyć mi się odechciało też. Piłyśmy z dziewczynami i obgadywałyśmy ją ciągle.
- Ale motyw z tą koszulką to jest wyjebany!- śmiała się Keltie
- Dzięki. O to chodziło. ;)
- Ale jej dołożyłaś!
- Wiem, dzięki.- śmiałam się jak głupia.
Kiedy poszłam do łóżka, spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość od Brendona. Usunęłam smsa od razu i poszłam spać. Ok. 5 nad ranem dostałam kolejnego smsa od Brendona.
`czemu nie odpisujesz? ja przepraszam za nią, nic Ci nie jest?`
` a to jeszcze Ciebie interesuje? nie przepraszaj, bo to i tak nie jest szczere. powiedz jej, że jak ją spotkam, to nie liczę za siebie.`
` na prawdę mi jest przykro. nie powinienem przychodzić na tą imprezę z Sarah.`
` za późno, a dmuchane lalki to się trzyma w szafie, taka wiadomość na przyszłość. dobranoc, bo mnie bezczelnie obudziłeś.`
Już nie odpisał, może i lepiej?
Nastrój:
Kolejny dzień. Minął tydzień od tego, co się stało. Brendon do tej pory się do mnie nie odezwał. Kaley błagała mnie, żebym zapomniała, Ry milczał, Keltie wyzywała Bdena od niedojrzałych, a gdzie w tym wszystkim ja? Nie wiem. Więc dzisiaj mamy piątek, miałam uczyć się do testu z historii teatru, tak studiuję aktorstwo. Rozsiadłam się wygodnie na łóżku w moim pokoju, nagle zadzwonił telefon. W pustym pokoju rozległ się dzwonek Plug In Baby, piosenka, która wkręcił mi Jon ostatnio. Na wyświetlaczu widniało `Brendon :)`, biłam się z myślami, czy odebrać, czy nie. Dzwonił jeszcze raz, tym razem odebrałam.
- Tak?
- Hej. Co tam...?
Cisza.
- No dobra, schrzaniłem sprawę, Ry mnie zabije i w ogóle, ja przepraszam, to nie tak miało wyjść!
Zatkało mnie, nie wiedziałam co mam powiedzieć!
- Halo Ash, jesteś tam?
- Jestem.
- Więc?
- Nic się nie stało, wszystko jest ok.- jak ja kocham wykorzystywać moje aktorskie zdolności
- No to super! Masz ochotę na spacer?
- No nie wiem, miałam się uczyć.
- A to trudno, nie będę Ci przeszkadzał.
- Nie przeszkadzasz, w sumie to za dużo kuję, przyda mi się spacer.
- Świetnie, będę u Ciebie za 30 minut.
- No dobra, to ja czekam. Pa
- Narty!
Szybko przebrałam ciuchy i poprawiłam makijaż. Spacer nie spacer, ale wyglądać trzeba. Zjebać też go trzeba. Usłyszałam dzwonek do drzwi. Mama widząc mnie panikującą poszła otworzyć drzwi.
- Ash, spokojnie.-szepnęła
W drzwiach stał Bear. Uśmiechał się od ucha do ucha.
- O Bden, właź.- mamcia wpuściła go do środka.
- Dzień dobry. Ash, jesteś gotowa?
- Tylko ubiorę buty.
Szybko się ubrałam i wyszliśmy z domu. Przed domem stał jego samochód.
- Myślałam, że chcesz się przejść?
- Nie, mam lepszy pomysł. Pokażę Ci moje nowe mieszkanie.
- Oo, co ja słyszę? Przeprowadzasz się?
- No, tak można powiedzieć.
Ruszyliśmy. Pojechaliśmy do Las Vegas. Po drodze nam odwalało jak za starych czasów. Słuchaliśmy Ashlee Simpson! :O
- Boys boys boys they gimme gimme, they gimme, they follow my voice!- darł się Brendon
- OMG?! Jesteś gejem?!- szczałam ze śmiechu
- Chciałabyś.-uśmiechnął się
Tak śmiesznie naśladował głos Ash i w ogóle się popisywał swoimi zdolnościami.
- Dobra, skończ już, wszyscy wiemy, że fajnie śpiewasz.- śmiałam się
- O ty niewdzięczny dziadu, ja Cię dopadnę jeszcze!- dźgał mnie palcem w bok, a ja jak wiadomo mam gilgotki i piszczałam
- Brendon! Zdzichu przestań! xD
- Przeproś:D
- O wielki mistrzu Zdzichu obciągnę Ci jak mnie zostawisz!
Spojrzał na mnie i popłakał się ze śmiechu.
- Buahahaha! Trzymam Cię za słowo!
Zawsze mieliśmy zryty humor xD. Taki zboczony i pełen głupoty. Cóż ja na to poradzę? Na światłach już w samym Vegas nam odbijało. Korki były niemiłosierne, a nam odbijało! Siedzieliśmy w okularach przeciw słonecznych i tańczyliśmy do Womanizer. :D
- Womanizer, womanizer, womanizer ooh wominazer oh you're wominazer baby, you you you are, you you you are womanizer womanizer womanizer!- śpiewaliśmy razem
Babcia się na nas gapiła jak przechodziła przez pasy xD. Jakieś laski nas poznały i robiły nam fotki, a my pozowaliśmy, a co mieliśmy zrobić? Ciągle się śmiałam, on też. Podjechaliśmy do jakiegoś apartamentowca w centrum Vegas, który okazał się nowym domem Bdena.
- Ashton Kutcher ma tutaj swoje mieszkanie, jak już wiesz Twój brat i Keltie, Brit nasza kochana!
- Tak?- spojrzałam na niego- Nie mówił Ry.
Poszliśmy do mieszkania, które było na 8 piętrze. Widok był niesamowity! :O. W środku były już rzeczy Brendona, dziwne, Kaley nic nie mówiła o przeprowadzce.
- I jak się podoba?
- Super! Lepiej niż Ry.
Rozsiadłam się na kanapie i włączyłam tv. miał nawet kominek! Wręczył mi kieliszek z winem.
- Proszę, chyba opijesz ze mną moje nowe mieszkanie?:D
- Pewnie, że tak!
Złapałam za kieliszek, stuknęliśmy się lekko i zaczęliśmy pić. Rozmawiało się nam nadzwyczaj dobrze, brakowało tylko świec, wolnej muzyki i byłby klimat, serio. Zdaje mi się, że nie o taki klimat mu chodziło. Od dłuższego czas czułam jego wzrok na sobie, ja za to gapiłam się w lampkę wina na zmianę z wielką ścianę z okien i widokiem na Palms.
- Coś Cię trapi?- zapytał nagle
- Nic, a czemu pytasz? Aż tak widać?
- Więc jest coś? Widać. Mów, wiesz, że mi możesz powiedzieć.
- Ale Ty mi nie pomożesz.
- A może jednak?
Zrobiło mi się przykro. Wino dawało nieźle mi w łeb, ale język trzymałam za zębami. Uśmiechnął się do mnie, a ja siłą woli odwzajemniłam uśmiech, oczy mi się zaszkliły. Spoważniał.
- Ty płaczesz.
- Nie prawda.
- Mów co jest grane.
Spojrzałam na niego jeszcze raz. Był lekko pijany, ale wiedział co się dzieje. Złapał mnie za rękę i delikatnie ją pocierał.
- Nie zadzwoniłeś.
- Wiem i za to przepraszam. Nie wyjaśniliśmy sobie niczego. To co było w klubie...- spojrzał w moje oczy, złapał mnie mocniej za rękę- To było miłe, na prawdę.
Uśmiechnęłam się szeroko. Nie wiedziałam co mam powiedzieć. Ta chwila zdawała się trwać wiecznie. Słowa tutaj były zbędne, gesty były najważniejsze. Odstawił swój kieliszek na stół, mój też. Delikatnie przejechał dłonią po mojej twarzy i musnął mnie. Dreszcze przeszły całe moje ciało, nie wiedziałam jak się zachować.
- Podoba Ci się?- zapytał
- Tak.
Odstawiłam kieliszek z powrotem na stół. Świat się zakręcił, butelka była już pusta. Dalej gadaliśmy, mieliśmy swoje wkręty. Nagle zadzwonił mój telefon.
- Tak?
- Ash, gdzie Ty jesteś, już jest 22!
- Mamo, dzisiaj śpię u Kaley.- uśmiech do Bdena
- A co się stało?
- No... tak wyszło. Uczymy się do historii teatru.
- No dobra, tylko wracaj jutro z rana.
- Tak, dobranoc.!
- Ty jesteś pijana..!
Rozłączyłam się i dalej gadaliśmy. Zachciało mi się spać i zasnęłam na Bdenie.
Rano obudziłam się z bólem głowy. Zaraz, jakie rano? Spojrzałam szybko na zegarek, była 14:30. Miałam 10 nieodebranych połączeń od mamy, 3 od Ry i wiadomości głosowe. Złapałam się za głowę. Zaczęłam odsłuchiwać wiadomości od mamy i Ry.
`Ash, gdzie Ty jesteś? zadzwoń jak odsłuchasz wiadomość!`
`Ashley do cholery jasnej, czemu matka płacze?! Już mi dzwoń do mamy`
Zadzwoniłam do mamy i wyjaśniłam wszystko. Brendon dalej spał jak zabity. Nie mogłam w to ciągle uwierzyć, gapiłam się w niego jak w obrazek. Ciągle byłam w ciuchach i zastanawiałam się, dlaczego my śpimy razem. Poszłam wziąć szybki prysznic, wyciągnęłam jakieś czyste ręczniki i poszłam do łazienki. Najlepsze, że ja nigdy nie zamykam toalety. Kiedy stałam pod prysznicem, do toalety wszedł Brendon. W ogóle nie skapnął się, że ktoś się kąpie. Po prostu otworzył rozporek spodni, i...
- Halo, ja tu jestem!- krzyknęłam
Przestraszył się.
- Ojej! Przepraszam.
Ok. 10 minut później wyszłam spod prysznica. On siedział w salonie z kubkiem kawy w ręku. Co zrobiła Ash? Wyciągnęłam jakąś koszulkę Brendona, była to koszulka Benjamina Jr., wyglądałam jak w sukience! Mokre, rude włosy opadały mi na piersi.
- Dzień dobry.- usiadłam obok niego na kanapie i zabrałam mu kubek z kawą
- Dzień dobry... ej oddawaj mi to!- zaśmiał się
- Ja się zastanawiam, czemu my spaliśmy razem?;>
- Aaa... bo w innych pokojach mam syf, a u siebie mam pościel itp. ale nie bój się, łapki miałem przy sobie, nawet Cię nie rozebrałem.
- A mogłeś! Nie wygodnie mi było.
- I tak źle i tak nie dobrze.- zaśmiał się
Usłyszeliśmy dzwonek do drzwi. Odruchowo ruszyłam w stronę drzwi, zaraz za Brendonem. Bden otworzył drzwi w samych jeansach, a ja stałam za nim w jego koszulce jako sukience z mokrymi włosami. Przed drzwiami stał Ryan. Zatkało go.
- Tutaj byłaś.- wydusił z siebie
- To nie tak jak myślisz!- zaczął się tłumaczyć Bden
- A jak? Moja siostra stoi tutaj prawie naga, odziana w Twoją koszulkę, ma mokre włosy, Ty siedzisz bez koszulki, ona pewnie ma Twoją kawę.
Spojrzałam na Ry. Nie mogłam wyjść z szoku.
- Zapiliśmy z Brendonem trochę, ale uwierz, do niczego nie doszło.
Ry kazał mi się ubrać i zawiózł mnie do domu. Po drodze pytał mnie o to jak to się stało, kiedy już mu wytłumaczyłam, że nic się nie stało, że tylko się zapiłam, Ryan się ucieszył.
- Ufam Ci, Bearowi też, więc na prawdę nic się nie stało.
- Kochany brat jesteś.
- To co, wychodzimy dzisiaj wieczorem?
- No pewnie:D
Mama była lekko wkurzona, ale jak Ry jej wytłumaczył, że zabrał mnie z domu mojej koleżanki z klasy, która mieszka w Vegas, to się uspokoiła. Ryan też mówił o tym, że idziemy wszyscy na imprezę, bo Jon przyjechał z Cassie i muszę tam być. Nie chciała się zgodzić, ale po dłuższych namowach mama się zgodziła, żebym spała u mojego braciszka. On jest po prostu kochany. :) Wieczorem wyszykowałam się na imprezę, szybko włożyłam biało-czerwoną sukienkę z New York Couture, do tego jasno różowe legginsy i białe buty na obcasie, ale nie do końca, bo podeszwa z obcasem była złączona z resztą. Do tego płaszczyk i mogłam iść. Rude proste włosy zwisały mi to łokci. Wiem, że skopiowałam fryzurę Ashlee Simpson, ale jej to nie przeszkadzało :P. Zabrali mnie Spenio i Haley. Plotki tak szybko się roznoszą, że już wiedzieli.
- A Ty Ross co robiłaś u Bdena na noc?- zaśmiał się Spenio prowadząc samochód
- Spałam. Spiliśmy się obydwoje i tak wyszło, no serio.
- I nie dotknął Cię?- śmiała się Haley
- No na serio, palcem. Tyle co mnie do łóżka swojego zaniósł i razem spaliśmy, ale przysięgam, miałam na sobie ubrania!
Śmiali się z nas, oni myślą, że coś się święci, z resztą... ja też. Mam taką nadzieję:(. Spotkaliśmy się wszyscy pod klubem, jak zawsze Bden przygarnął mnie pod swoje skrzydła. Przytulił mnie mocno do siebie, złapał za pas i gadał mi czułe słówka jak wchodziliśmy.
- Kochanie, ślicznie wyglądasz, wiesz?
- Dziękuję skarbie.- uśmiechnęłam się
Usta złożyłam w pocałunek, a on oczywiście to pominął. Ochroniarze się dziwnie na nas spojrzeli.
- Dowód poproszę.
Bden wyciągnął swój, a ja stałam jak głupia.
- A ona?
- Ona jest ze mną, ma prawie 21 lat. Proszę, wpuście moją dziewczynę.
- No dobra, ale następnym razem jak dziewczyna chce buziaka to całuj chłopie, a nie!- śmiał się ochroniarz
- Tak? Nie zauważyłem.- byliśmy już w środku- Przepraszam kotek.- pocałował mnie w usta i poszliśmy dalej
Wypiliśmy po drinku i zostałam wyciągnięta na parkiet przez Brendona. Tańczyliśmy prawie cały czas! Nawet dj zadedykował nam piosenkę The Cranberries- Kiss Me. Przytulił mnie do siebie i tańczyliśmy. Dołączyli do nas Ry z Keltie, Spenio z Haley i Jon z Cass. Robiłam obroty i takie tam. Na koniec piosenki wszyscy się całowali... taka presja otoczenia. A my co?
- Oni na nas to wymuszają.- zaśmiałam się
- Hmm... w sumie to masz rację.
Zamknął oczy i lekko pocałował mnie w usta. Pocałował jeszcze raz i jeszcze raz... i przestał. Ktoś go zaczepił.
- O hej! Co tam słychać Sarah?- przytulił dziewczynę
- Cześć;) nie przeszkadzam?
- Nie.- uśmiechnęłam się, a tak na serio mało jej nie zabiłam- To ja nie przeszkadzam.
Poszłam do stolika. Moja chwila szczęścia, prawie pełnego pocałunku skończyła się fiaskiem przez jakąś krótkowłosą lafiryndę podobną do Katy Perry. Znowu zjebany wieczór... kupiłam sobie z 4 drinki i piłam je po kolei. Gapiłam na bawiących się Jona i Cass oraz Haley i Spenia. Szlag mnie trafiał, że nic mi nie wychodzi. Przy stoliku również siedziałam sama. Robiłam się coraz bardziej pijana i coraz bardziej rozpaczałam nad swoim losem. Nagle znikąd zjawił się Brendon.
- Sama tak siedzisz?
- Taa.- odparłam smutno
- Można?
- Można.
- Czemu smutna siedzisz?
- Tak jakoś. Jak widzisz siedziałam sama bez nikogo, a gdzie masz koleżankę?
- A nie wiem, gdzieś zginęła. Z resztą, to nie ważne.
Przysunął się do mnie, objął mnie w pasie. Powoli piłam drinka.
- Nie przyzwyczajasz się?
- Nie.
Na parkiecie było pełno ludzi, a po kątach chowały się pary, które albo się całowały, albo kopulowały, albo chuj wie co. Brendon przybliżył się do mnie jeszcze bardziej i delikatnie musnął moje usta. Powtórzył to parę razy aż w końcu zaczęliśmy się całować. Jedną dłonią głaskał moje włosy, a drugą obejmował mnie mocno. Było mi tak cudownie, że nie zwracałam uwagi kto przychodzi i kto odchodzi. Całowaliśmy się całe wieczności, dopóki nie przyszedł mój brat.
- Noo, Urie widzę, że w końcu dobrze myślisz!- śmiał się
- A jak!- objął mnie mocno
Ciągle się uśmiechałam. Poszliśmy jeszcze na parkiet, potańczyliśmy sobie. Po 2 mieliśmy się zbierać, Brendon tylko miał skoczyć do toalety. I nagle się rozpłynął, nie odbierał telefonów ode mnie, Ry, i reszty. Cóż, wróciliśmy do domu Ryana i poszłam spać.
Nastrój:
Ashley, Brendon, Ashley, Brendon, Ashley, Ry, Ash
Wpakowaliśmy się do taksówki i pojechaliśmy do Vegas. Uwielbiam szalone noce spędzone w tym mieście. Nie odzywałam się w ogóle, byłam lekko zdenerwowana. Nie mogłam się doczekać wieczoru w towarzystwie Zdzisia. Zdzisio mi ten wieczór nieźle umili.. :).
Staliśmy przed wejściem do najlepszego klubu w Las Vegas. Dołączyli do nas Spenio i Haley.
- No to teraz jak tam ją przemycić?- zamyśliła się Haley
- Bden już ją pod pachę łap i won z nią do klubu!- śmiał się Spenio
Spojrzałam na Brendona, który uśmiechał się jak głupi. To był nerwowy uśmiech.
- No Mietek, na co czekasz? Na oficjalne zaproszenie?:D
- A dotknij tylko moich przecudownie wyprostowanych włosów...
Za późno. Już zanurzył w nich swoje łapska. W sumie było to przyjemne, głaskał mnie jakbym była jego dziewczyną. Przytulił mnie do siebie mocno i tak ruszyliśmy w stronę klubu. Przy wejściu szepnął mi: `ładnie wyglądasz.` Serce waliło mi jak szalone. Ochroniarze się na nas gapili, ale Brendon się uśmiechał i pocałował mnie w głowę. Złapał mnie za rękę i ruszyliśmy za Ry i resztą.
Ja nie chcę nic mówić, ale Miecio... jej. Wygląda tak ślicznie, a jak się do mnie przytuliła... zeszliśmy ochroniarzom z oczu, a ja ścisnąłem jej rękę mocniej, żeby upewnić się, że mi nie ucieknie. Usiedliśmy przy stoliku, a wtedy zobaczyłem Kim i LynnZ, moje kumpele ze szkoły. Nic nie mówiłem, ale miałem ochotę z nimi zabalować.
Chłopaki poszli po drinki dla nas. Uśmiechałam się cały czas.
- Kurde, on Cię trzymał za rękę!- powiedziała Haley
- Noo, kolejna laska do nas dołączy! Teraz będziemy się zwać CHAK, a nie CHK xD
- Buahaha! Co Ty Kelt. To się nie stanie.
- Nigdy nie mów...
- Nigdy!- dokończyła Haley i zaśmiałyśmy się
Wrócili faceci. Dostałam drinka od Brendona.
- Proszę kochanie, ale buziak najpierw.- uśmiechnął się Spenio
- Ja też chcę buzi!- śmiał się Ry
- A ja?- maślane Brendonowe oczka
Walnęłam buraka i dałam mu buziaka w policzek. Tyle razy to robiłam, a teraz było inaczej... siedzieliśmy trochę przy stoliku i poszliśmy tańczyć. Po tym wszystkim tego wieczoru miało wszystko się zmienić. Miało być z górki, a okazało się, że wcześniej to ja szłam po płaskiej drodze, teraz to ja miałam pod górkę! Taa... tańczyłam sama z Kelt i Hay na parkiecie, bo chłopcy oczywiście pili, a Zdzicho dorwał dwie cycate blondyny. Wróciłam zniesmaczona do stolika, wypiłam drinka jednym podejściem.
- Panno Ross, wyhamuj!- Ry złapał za mojego drinka
- Ja wracam do domu.
- Sama?! Nie ma mowy!- Spenio wyrwał mi torebkę z ręki
- Ja nie będę tutaj siedzieć!
Poszłam do toalety. Wszyscy byli pewni, że wyszłam, dzwonili do mnie i mnie szukali, a ja poszłam do kibla zapalić. Nagle do kibla wpadła jedna z tych cycatych blondynek, ciągnęła Brendona za sobą.
- Kim, nie dzisiaj, proszę.- mówił
- Ale będzie fajnie, zrobię Ci dobrze.
Zgasiłam papierosa, wzięłam miętówkę do buźki i miałam wychodzić. Brendon był kompletnie zalany, nawet mnie nie poznał.
- Oj skarbek, Brendon, będzie fajnie!
Spojrzałam na nich, serce miałam w gardle, ale postanowiłam go ratować i to jak najszybciej!
- Ej Ty pustaku, tak Ty! Tleniony łbie.
Obróciła się.
- Masz jakiś problem?!
- Może przestałabyś się kurwić z moim facetem, co?!
- Czego Ty ode mnie chcesz...- pocałowała Brendona
- Odwal się od niego!- popchnęłam ją
- Ty chuju jeden, czemu Ty mi to robisz co?!- z tego wszystkiego na serio miałam do niego żal i się popłakałam.- Ty mnie ciągle oszukujesz, ja mam tego dość! Odchodzę.- miałam wyjść
- Ash... ja...- spojrzał na mnie, przytulił mnie mocno- Przepraszam Cię, już nie będę tego robił, przyrzekam.
Laska wyszła. Szybko wyrwałam się z jego uścisku i poszłam w kąt do lustra, żeby poprawić makijaż.
- Mieciu, dziękuję Ci bardzo.- uśmiechnął się do mnie
- Nie ma za co, następnym razem nie pakuj się w takie coś.
Stałam oparta o umywalkę. Moja mina mówiła: spierdalaj gdzie pieprz rośnie! Bden podszedł do mnie i przytulił mnie od tyłu, bo stałam przodem do lustra.
- Ash...- ciarki przeszły mnie po ciele- Pójdziemy zatańczyć?- szeptał mi do ucha
Uśmiechnęłam się do niego. Odwróciłam się twarzą do Brendona, i musnęłam go w usta bez wahania. Kiedy otworzyłam oczy, on stał przestraszony.
- Nie rób tego więcej.- wyszeptał przerażony
- Bden... ja... przepraszam- miałam łzy w oczach i wybiegłam z toalety.
To się stało. Tak tego chciałem, tyle na to czekałem, a ja stchórzyłem. Po prostu stchórzyłem. Wybiegłem za nią, ale nie mogłem jej nigdzie znaleźć w tym tłumie. Nie mogłem sobie tego wybaczyć...
- Widziałeś Ash?- zapytałem Ry
- Ashley? Mignęła mi chwilę temu przed oczami, miała wychodzić.
- JEST!- pobiegłem za nią
Ruszyłam w stronę wyjścia, kiedy ktoś złapał mnie za rękę i zaciągnął do kibla. To był Brendon. Widząc moje łzy, uśmiech zniknął mu z twarzy.
- Hej, co jest?
- Idę do domu, a co może być?
- Nie, ja pytam o to.- wytarł mi łzy- Czemu płaczesz?
- Ja tak mam, wiesz? Przed okresem!- zaczęłam się śmiać, ale mi to nie wyszło
- Nie wkręcaj mnie tu! Miecio ja przepraszam.
- Nie, to ja przepraszam.
Przejechał dłonią po moim czerwonym policzku, spojrzał głęboko w moje oczy, uśmiechnął się.
- To było miłe.
Zdałam sobie sprawę, że on przybliża twarz do mojej. Serducho to ja miałam chyba w mózgu! Zamknęłam oczy, czekałam na to, co się stanie. Kiedy już lekko dotykał moich ust...
Gdzie ten gad?! Ja już mam tego dość, Ash mi tu fochami rzuca, Urie się najebał, Spencer zniknął z Haley, a Keltie siedzi naburmuszona przy stoliku. Wpadłem do pierwszego, lepszego kibla z nadzieją, że to będzie męski kibel. Niestety było to kibel damski, a tam zastałem moją siostrę w objęciach Bdena. Oni się całowali. Nie no -.-
- Bree...?
- George?- Ash zawsze tak mówi, jak się mnie boi
- A co wy tutaj robicie?
- My? Nic, pocieszam Miecia, bo jakiś dupek ją olał.- przytulił ją i pogłaskał po głowie
- Dlatego całowałeś ją w damskiej toalecie?
- Eee...- podrapał się po głowie- W sumie to tak, to była rzęsa w oku! Zaglądałem jej do oka.
- Idziemy do domu.
Gapiłam się w Ry. Nie mogłam uwierzyć, że nam przerwał. Wyszłam bez słowa. Wyszłam z klubu i czym prędzej wyszłam na główną ulicę w Las Vegas myśląc, co będzie dalej. Czy mi się w końcu co kolwiek uda?
Nastrój:
Ashley, Ry, Ashley, Ry, Ashley, Brendon, Ashley, Ry
Od zawsze byłam pierdolnięta. Kto mnie nie poznał, uważał mnie za wariatkę. Nie moja wina, że kiszenie ogórów kojarzy mi się z khym, no xD i chleję na potęgę. Nagrywałam filmik z kumpelą w centrum handlowym, bo nie miałyśmy co dodać na youtube, no a potem w lokalnym supermarkecie.
- Zaraz kupię se koło i pierdolnę się w czoło!- śmiałam się jak głupia
- Ashley, uwaga!- wydarła się kumpela rzucając mnie lodem, który wylądował tuż przed butem jakiegoś kolesia. Nie ma jak lody w lutym!
- Uważajcie trochę, co?- wydarł się na nas, a my brecht;D
- Człowieku, trzeba się wyluzować!
Ochroniarz tego kolesia był rozbudowany, wysoki i łysy. Nie chciałyśmy mu wchodzić w drogę :D
- Nie wkurzajcie mi klienta drogie panie.- i puścił do mnie oczko
Poszli sobie.
- Zdawało mi się, czy ja widziałam kotecka?
- Nie zdawało Ci się. To kotecek!
Pobiegłyśmy za nimi obydwie. W sklepie wrzało, laski sobie coś szeptały na ucho, kolesie też. Pobiegłam za ochroniarzem, a Kaley za mną. Zaczęłyśmy brechtać z nie wiadomo czego. W sklepie zapadła cisza, jakby wszyscy się zmówili, nawet radio przycichło. I tu nagle dzwonek z mojego telefonu. Zabrzmiało Panic- It's almost Halloween, kiedy zobaczyłam tańczącego Ry na ekranie popłakałam się ze śmiechu!:D
- Taa?
- Gdzie jesteś?- to była mama
- W sklepie, ale cii, bo śledzę George'a!
- Tylko nie długo, obiad stygnie.
Cisza w sklepie.
- Ryan, mama mówi, że masz mnie zabrać na obiad!- krzyknęłam na cały sklep
- Za co mam taką pierdolniętą siostrę?- Ross tylko spuścił głowę i założył okulary
Tak to się zaczyna. Nazywam się Ashley Summer Ross, mieszkam w fajnym mieście i w ogóle mam fajnie. Mam 19 lat, a zachowuję się czasami na 10. Lubię moje rude farbowane włosy, kocham PATD, a brat mnie za to nie lubi.
Za co ja mam taką siostrę? Czy ona nigdy nie umie się zachować? Spojrzałem na Zack'a, który śmiał się z mojej miny.
- No rusz się, bo Keltie czeka w samochodzie.
Ash podbiegła do mnie, wrzuciła mi kinder bueno do koszyka i inne smakołyki.
- A co ja Czerwony Krzyż jestem?- spojrzałem na nią i zacząłem się śmiać
- Oj George, nie bądź chujem.
- Ryan jestem, ile mogę mówić. Z resztą i tak teraz tego nie zjesz.
- Popatrz na moją twarz. Ile mam lat?
- 15.
- 19. I przez te 19 lat nauczyłam się, że zjem dopiero po obiedzie.
- Nie dobijajcie się.- Zack śmiał się z nas w najlepsze
- Ja już Ci coś mówiłam, nie moja wina, że jestem głupia.
- Nie głupia, a dziecinna.
Wyszliśmy ze sklepu. Kaley poszła do swojego domu, a ja pojechałam z Ry, Keltie i Zackiem na obiad do mnie do domu. Chciałam iść na pieszo, ale mój dobroduszny brat zwany Ry zabrał mnie do domu. Mimo tej całej `sławy` dalej mogłam jakoś żyć. No, chyba, że Ryan postanowił przyjechać na obiad. Tak jak dzisiaj. A Ashley? Ha, mimo tego wszystkiego, ja umieram z miłości do... Brendona. Nie umiem do niego podejść. Chciałabym, ale... dobra, nie wkręcam. Kochamy się z bratem, ale Ryruś ma dzisiaj zły humor. Może i jestem taka `inna` w rodzinie? Baa, w DecayDance też odstaję! Ale łączy mnie przyjaźń z Cassadee Pope z Hey Monday, panem McCoy'em z GCH, z FOB, TAI i innymi. Mi to w głowie jednak on. Tyle fajnych facetów jest dookoła jak to mówi Kaley, a ja nie.
- Nie śpij, jedz!- szturchnął mnie brat
- Co? Aaa... jeść. No tak.
Uśmiechnęłam się do Keltie. Hobo biegała gdzieś pod nogami, a ja powoli zaczęłam dawać jej mojego kotleta.
- Fajnie, że przyjechaliście.- mama się uśmiechnęła do Ry i Keltie
- Nie możemy ciągle siedzieć w NY ile można?
- A kiedy dacie mi kolejną płytę?
- Pisze się, cierpliwości. Co znowu chcesz z nami w studio siedzieć młoda?- zaśmiał się Ry- Jon ma już laskę!
`Ale on jeszcze nie.` powiedziałam sobie w myślach.
Spojrzałem na Ashley nie pewnie. Już wiedziałem. Brendon.
- Aaa!- uśmiechnąłem się- No tak.
- No co?- zapytała mama
- Nie nic.
Zamilkł, ale on dobrze wiedział co i jak. Kiedy byliśmy na wakacjach na Dominikanie, ja akurat wyszłam z kąpieli, byłam tylko w ręczniku. Brendon jak Brendon wparował do mojego pokoju bez pukania, jak to ma w zwyczaju. Zmierzył mnie z dołu do góry, uśmiechnął się, podszedł bliżej tak, jakby chciał mnie pocałować. Nagle otrząsnął się z tego, puścił buraka i wyszedł bez słowa. Wtedy się to zaczęło. Zapraszanie mnie na spacer... Po obiedzie siedziałam i bawiłam się z Hobo, nie miałam nic lepszego do roboty, jak to w sobotę po południu. Dostałam smsa od Kaley: `Mój sąsiad jest w domu. chodź szybko!`. Wpadłam w euforię. Sąsiadem Kaley jest Bden. Wzięłam Hobo ze sobą na `spacer`. Nie widziałam Beara z miesiąc, tak jak mojego brata. Po drodze uśmiechałam się do wszystkich jak głupia! Zapukałam do domu Kaley, poczułam przypływ energii, jakby coś we mnie wstąpiło. Pobiegłam do pokoju gościnnego, gdzie okna wychodziły na ogród państwa Urie.
- Hobo, zamknij się!- krzyknęłam na nią, bo szczekała
- No co Ty, nie szczekaj na psa Ryana Rossa!
- Pierdoli mnie, czy to pies Wentza, srentza, Rossa, to wciąż pies, głupi pies.
- Wyluzuj Ash.
- Kaley, ja się denerwuję.
Gapiłam się przez okno dłuższy czas. Kaley co rusz przynosiła mi coś do picia i siedziała ze mną. Czasami potrafiłam tak godzinami. Wróciłam do domu, bo on gdzieś zniknął. Szłyśmy z Hobo dłuższy czas, aż zobaczyłam purpurowego vana na podjeździe, od razu wiedziałam, że on tu jest. Niepewnie złapałam za klamkę, nie wiedziałam, czy wejść, czy nie.
- Ashley, to Ty?- usłyszałam mamę- Chodź, Bden wpadł do nas.
Ściągnęłam buty, rozebrałam Hobo ze sprzętu, spojrzałam w lustro, poprawiłam włosy i weszłam do salonu. Brendon jak Brendon, nie zmienił się w przeciągu 20 minut. Dziecko z ADHD, potargane włosy, zarost... a ja mam kisiel w gaciach.
- Mietek! Jak ja dawno Cię nie widziałem!- rzucił się na mnie i przytulił mnie, przy czym lekko głaszcząc mnie po moich długich włosach
- Zbysioo! Kupę lat:P
- Masz bardzo ładny perfum.- uśmiechnął się do mnie patrząc przy tym w moje oczy
Mówiłam kisiel? Potok kisielu! :O
- Dzięki.- zarumieniłam się trochę
- No co? Coś nie tak powiedziałem?- spojrzał na wszystkich z nerwowym śmiechem
- Nic, nic.- Keltie uśmiechnęła się do mnie
- Właśnie Ash, bo my dzisiaj idziemy do klubu... pójdziesz z nami?
- Bden weź mi siostry nie przeprowadzaj na złą stronę mocy, co?
- Zamknij się!- Keltie go walnęła i zaczęła się śmiać
Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, stałam jak wryta.
- Więc?- Bden gapił się na mnie
- Ale ona nie ma 21 lat.
- Ja też nie, zamknij się Ross.- warknął Urie
- Ash pewnie się zgadza, prawda Ash?- Kelt kiwała głową do mnie na tak
- Tak, z przyjemnością!
Uśmiechnęłam się szeroko. Tylko już nie wiedziałam co ubiorę! Posiedziałam chwilkę z nimi i poszłam na górę się szykować. Wzięłam relaksującą kąpiel i takie tam....
Ciągle w to nie wierzyłem. Zaprosiłem Mietka na imprezę. O cholera, Ry mnie zabije. Przecież jego malutka siostrzyczka... ale co ja poradzę, że ona ma w sobie coś, co mnie pociąga? Może zmiana włosów z różowych na rude tak to dały?
- Bden, halo?
- Jestem tutaj, dżizus kurwa ja pierdolę! Ross, jestem xD- zaśmiałem się
- Dobrze, że Ash idzie z nami.
- Keltie, to nie Ash, a Miecio, mówiłem Ci tyle razy!
- Dobra, Miecio.
- Lub lato, ale lato to wyjątek, jak chcesz ją wkurzyć.
Ry spojrzał na mnie. Nawet nie wie jak ja dobrze znam jego siostrę.
- Skąd to wiesz?
- Byłem na Dominikanie, to wiem :P
- To co chłopaki, ja dołączę do Miecia, ubierzemy się i zrobimy makijaż.
Keltie zniknęła za drzwiami. Ry nic nie mówił, aż w końcu przemówił.
- Ona na Ciebie liczy, weź tego nie zmarnuj, proszę Cię.
- Masz na myśli Ashley?
- Tak.
- Myślisz, że ona mnie...?- spojrzałem na niego zdziwiony, nic nie powiedział- Co Ty! Wkręcasz mnie Ross xD
- Wkręt roku!- zaczął się śmiać, ale wiedziałem, że kłamie.
Siedziałyśmy z Kelt u mnie w pokoju robiąc sobie makijaż. Znaczy się, ona robiła mi. Nie ma jak siedzieć w staniku i stringach. Gadałyśmy sobie o tym i tamtym.
- Dzięki, że odpowiedziałaś mu za mnie, kompletnie mnie zatkało!
- Nie ma sprawy, wiem jakie to dla Ciebie ważne kochanie.
- Podoba mi się, ale co z tego? On mnie nie chce. Z resztą, tyle fanek na niego czeka tam w świecie...
- Ja też tak myślałam, a jednak Twój brat wybrał mnie ;]
- Ja w nic nie wierzę.
Brendon poszedł do domu, a ja zostałem z kobietami. Ile na nie można czekać? Urie to dzwonił do mnie z parę razy i nas opierniczał, że on już w Vegas czeka na nas pod klubem.
- Dziewczyny, no ruszcie się, Bden na nas czeka już w Vegas.
- No idę!
Ash zbiegła w sukience. Dawno jej nie widziałem w sukience, widocznie na serio jej zależało. Moje bóstwo... oj tak. Keltie... złapałem ją za rękę i wyszliśmy z domu do taksówki.
Nastrój: