Powrót

1. Introduction.

piątek, 3.kwietnia.2009, 14:28
Ashley, Ry, Ashley, Ry, Ashley, Brendon, Ashley, Ry

Od zawsze byłam pierdolnięta. Kto mnie nie poznał, uważał mnie za wariatkę. Nie moja wina, że kiszenie ogórów kojarzy mi się z khym, no xD i chleję na potęgę. Nagrywałam filmik z kumpelą w centrum handlowym, bo nie miałyśmy co dodać na youtube, no a potem w lokalnym supermarkecie.
- Zaraz kupię se koło i pierdolnę się w czoło!- śmiałam się jak głupia
- Ashley, uwaga!- wydarła się kumpela rzucając mnie lodem, który wylądował tuż przed butem jakiegoś kolesia. Nie ma jak lody w lutym!
- Uważajcie trochę, co?- wydarł się na nas, a my brecht;D
- Człowieku, trzeba się wyluzować!
Ochroniarz tego kolesia był rozbudowany, wysoki i łysy. Nie chciałyśmy mu wchodzić w drogę :D
- Nie wkurzajcie mi klienta drogie panie.- i puścił do mnie oczko
Poszli sobie.
- Zdawało mi się, czy ja widziałam kotecka?
- Nie zdawało Ci się. To kotecek!
Pobiegłyśmy za nimi obydwie. W sklepie wrzało, laski sobie coś szeptały na ucho, kolesie też. Pobiegłam za ochroniarzem, a Kaley za mną. Zaczęłyśmy brechtać z nie wiadomo czego. W sklepie zapadła cisza, jakby wszyscy się zmówili, nawet radio przycichło. I tu nagle dzwonek z mojego telefonu. Zabrzmiało Panic- It's almost Halloween, kiedy zobaczyłam tańczącego Ry na ekranie popłakałam się ze śmiechu!:D
- Taa?
- Gdzie jesteś?- to była mama
- W sklepie, ale cii, bo śledzę George'a!
- Tylko nie długo, obiad stygnie.
Cisza w sklepie.
- Ryan, mama mówi, że masz mnie zabrać na obiad!- krzyknęłam na cały sklep
- Za co mam taką pierdolniętą siostrę?- Ross tylko spuścił głowę i założył okulary
Tak to się zaczyna. Nazywam się Ashley Summer Ross, mieszkam w fajnym mieście i w ogóle mam fajnie. Mam 19 lat, a zachowuję się czasami na 10. Lubię moje rude farbowane włosy, kocham PATD, a brat mnie za to nie lubi.

Za co ja mam taką siostrę? Czy ona nigdy nie umie się zachować? Spojrzałem na Zack'a, który śmiał się z mojej miny.
- No rusz się, bo Keltie czeka w samochodzie.
Ash podbiegła do mnie, wrzuciła mi kinder bueno do koszyka i inne smakołyki.
- A co ja Czerwony Krzyż jestem?- spojrzałem na nią i zacząłem się śmiać
- Oj George, nie bądź chujem.
- Ryan jestem, ile mogę mówić. Z resztą i tak teraz tego nie zjesz.
- Popatrz na moją twarz. Ile mam lat?
- 15.
- 19. I przez te 19 lat nauczyłam się, że zjem dopiero po obiedzie.
- Nie dobijajcie się.- Zack śmiał się z nas w najlepsze
- Ja już Ci coś mówiłam, nie moja wina, że jestem głupia.
- Nie głupia, a dziecinna.

Wyszliśmy ze sklepu. Kaley poszła do swojego domu, a ja pojechałam z Ry, Keltie i Zackiem na obiad do mnie do domu. Chciałam iść na pieszo, ale mój dobroduszny brat zwany Ry zabrał mnie do domu. Mimo tej całej `sławy` dalej mogłam jakoś żyć. No, chyba, że Ryan postanowił przyjechać na obiad. Tak jak dzisiaj. A Ashley? Ha, mimo tego wszystkiego, ja umieram z miłości do... Brendona. Nie umiem do niego podejść. Chciałabym, ale... dobra, nie wkręcam. Kochamy się z bratem, ale Ryruś ma dzisiaj zły humor. Może i jestem taka `inna` w rodzinie? Baa, w DecayDance też odstaję! Ale łączy mnie przyjaźń z Cassadee Pope z Hey Monday, panem McCoy'em z GCH, z FOB, TAI i innymi. Mi to w głowie jednak on. Tyle fajnych facetów jest dookoła jak to mówi Kaley, a ja nie.
- Nie śpij, jedz!- szturchnął mnie brat
- Co? Aaa... jeść. No tak.
Uśmiechnęłam się do Keltie. Hobo biegała gdzieś pod nogami, a ja powoli zaczęłam dawać jej mojego kotleta.
- Fajnie, że przyjechaliście.- mama się uśmiechnęła do Ry i Keltie
- Nie możemy ciągle siedzieć w NY ile można?
- A kiedy dacie mi kolejną płytę?
- Pisze się, cierpliwości. Co znowu chcesz z nami w studio siedzieć młoda?- zaśmiał się Ry- Jon ma już laskę!
`Ale on jeszcze nie.` powiedziałam sobie w myślach.

Spojrzałem na Ashley nie pewnie. Już wiedziałem. Brendon.
- Aaa!- uśmiechnąłem się- No tak.
- No co?- zapytała mama
- Nie nic.

Zamilkł, ale on dobrze wiedział co i jak. Kiedy byliśmy na wakacjach na Dominikanie, ja akurat wyszłam z kąpieli, byłam tylko w ręczniku. Brendon jak Brendon wparował do mojego pokoju bez pukania, jak to ma w zwyczaju. Zmierzył mnie z dołu do góry, uśmiechnął się, podszedł bliżej tak, jakby chciał mnie pocałować. Nagle otrząsnął się z tego, puścił buraka i wyszedł bez słowa. Wtedy się to zaczęło. Zapraszanie mnie na spacer... Po obiedzie siedziałam i bawiłam się z Hobo, nie miałam nic lepszego do roboty, jak to w sobotę po południu. Dostałam smsa od Kaley: `Mój sąsiad jest w domu. chodź szybko!`. Wpadłam w euforię. Sąsiadem Kaley jest Bden. Wzięłam Hobo ze sobą na `spacer`. Nie widziałam Beara z miesiąc, tak jak mojego brata. Po drodze uśmiechałam się do wszystkich jak głupia! Zapukałam do domu Kaley, poczułam przypływ energii, jakby coś we mnie wstąpiło. Pobiegłam do pokoju gościnnego, gdzie okna wychodziły na ogród państwa Urie.
- Hobo, zamknij się!- krzyknęłam na nią, bo szczekała
- No co Ty, nie szczekaj na psa Ryana Rossa!
- Pierdoli mnie, czy to pies Wentza, srentza, Rossa, to wciąż pies, głupi pies.
- Wyluzuj Ash.
- Kaley, ja się denerwuję.
Gapiłam się przez okno dłuższy czas. Kaley co rusz przynosiła mi coś do picia i siedziała ze mną. Czasami potrafiłam tak godzinami. Wróciłam do domu, bo on gdzieś zniknął. Szłyśmy z Hobo dłuższy czas, aż zobaczyłam purpurowego vana na podjeździe, od razu wiedziałam, że on tu jest. Niepewnie złapałam za klamkę, nie wiedziałam, czy wejść, czy nie.
- Ashley, to Ty?- usłyszałam mamę- Chodź, Bden wpadł do nas.
Ściągnęłam buty, rozebrałam Hobo ze sprzętu, spojrzałam w lustro, poprawiłam włosy i weszłam do salonu. Brendon jak Brendon, nie zmienił się w przeciągu 20 minut. Dziecko z ADHD, potargane włosy, zarost... a ja mam kisiel w gaciach.
- Mietek! Jak ja dawno Cię nie widziałem!- rzucił się na mnie i przytulił mnie, przy czym lekko głaszcząc mnie po moich długich włosach
- Zbysioo! Kupę lat:P
- Masz bardzo ładny perfum.- uśmiechnął się do mnie patrząc przy tym w moje oczy
Mówiłam kisiel? Potok kisielu! :O
- Dzięki.- zarumieniłam się trochę
- No co? Coś nie tak powiedziałem?- spojrzał na wszystkich z nerwowym śmiechem
- Nic, nic.- Keltie uśmiechnęła się do mnie
- Właśnie Ash, bo my dzisiaj idziemy do klubu... pójdziesz z nami?
- Bden weź mi siostry nie przeprowadzaj na złą stronę mocy, co?
- Zamknij się!- Keltie go walnęła i zaczęła się śmiać
Zamarłam. Nie wiedziałam co powiedzieć, stałam jak wryta.
- Więc?- Bden gapił się na mnie
- Ale ona nie ma 21 lat.
- Ja też nie, zamknij się Ross.- warknął Urie
- Ash pewnie się zgadza, prawda Ash?- Kelt kiwała głową do mnie na tak
- Tak, z przyjemnością!
Uśmiechnęłam się szeroko. Tylko już nie wiedziałam co ubiorę! Posiedziałam chwilkę z nimi i poszłam na górę się szykować. Wzięłam relaksującą kąpiel i takie tam....

Ciągle w to nie wierzyłem. Zaprosiłem Mietka na imprezę. O cholera, Ry mnie zabije. Przecież jego malutka siostrzyczka... ale co ja poradzę, że ona ma w sobie coś, co mnie pociąga? Może zmiana włosów z różowych na rude tak to dały?
- Bden, halo?
- Jestem tutaj, dżizus kurwa ja pierdolę! Ross, jestem xD- zaśmiałem się
- Dobrze, że Ash idzie z nami.
- Keltie, to nie Ash, a Miecio, mówiłem Ci tyle razy!
- Dobra, Miecio.
- Lub lato, ale lato to wyjątek, jak chcesz ją wkurzyć.
Ry spojrzał na mnie. Nawet nie wie jak ja dobrze znam jego siostrę.
- Skąd to wiesz?
- Byłem na Dominikanie, to wiem :P
- To co chłopaki, ja dołączę do Miecia, ubierzemy się i zrobimy makijaż.
Keltie zniknęła za drzwiami. Ry nic nie mówił, aż w końcu przemówił.
- Ona na Ciebie liczy, weź tego nie zmarnuj, proszę Cię.
- Masz na myśli Ashley?
- Tak.
- Myślisz, że ona mnie...?- spojrzałem na niego zdziwiony, nic nie powiedział- Co Ty! Wkręcasz mnie Ross xD
- Wkręt roku!- zaczął się śmiać, ale wiedziałem, że kłamie.

Siedziałyśmy z Kelt u mnie w pokoju robiąc sobie makijaż. Znaczy się, ona robiła mi. Nie ma jak siedzieć w staniku i stringach. Gadałyśmy sobie o tym i tamtym.
- Dzięki, że odpowiedziałaś mu za mnie, kompletnie mnie zatkało!
- Nie ma sprawy, wiem jakie to dla Ciebie ważne kochanie.
- Podoba mi się, ale co z tego? On mnie nie chce. Z resztą, tyle fanek na niego czeka tam w świecie...
- Ja też tak myślałam, a jednak Twój brat wybrał mnie ;]
- Ja w nic nie wierzę.

Brendon poszedł do domu, a ja zostałem z kobietami. Ile na nie można czekać? Urie to dzwonił do mnie z parę razy i nas opierniczał, że on już w Vegas czeka na nas pod klubem.
- Dziewczyny, no ruszcie się, Bden na nas czeka już w Vegas.
- No idę!
Ash zbiegła w sukience. Dawno jej nie widziałem w sukience, widocznie na serio jej zależało. Moje bóstwo... oj tak. Keltie... złapałem ją za rękę i wyszliśmy z domu do taksówki.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii
tagi:


1 komentarzy
Następne 1 Poprzednie

literackoskrzywieni literackoskrzywienipiątek, 10.kwietnia.2009, 13:31
83.11.233.135

http://www.literackoskrzywieni.fora.pl/ - Siedziba ludzi kreatywnych!

Nie wiesz, że atrament pozostawia na skórze ślad trwalszy niż krew? Słowa, nawet te niedbałe, rzucone na wiatr, ranią bardziej niż czyny. Pisząc, zakrzywiasz rzeczywistość, budujesz światy i je burzysz, jednym stuknięciem w klawiaturę. Skrzypnięciem pióra.

Forum ogólnotematyczne o rozbudowanym dziale literackim. Czy jesteś twórcą i piszesz prozę bądź lirykę, czy nie - chętnie zobaczymy Cię w swych progach.
Zapraszamy!


.:Ksiega:.
Wpisz się
Ogladaj

.:Linki:.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (7)
wszystkie (7)

1. introduction. (1)2. it's time to dance! (1)3. this is story of the bottom of this bottle... (1)4. walk away to save your face... (1)5. i hope you had hide your barbie girl in the clo (1)6. two dates during one evening. (1)7. let's get these teen heart beating faster (1)faster! (1)

anikoamenity



.:Wspomnienia:.
2009
kwiecień (4)
maj (2)
czerwiec (1)




lAy by mArtynA