Obudziłam się rano wyjątkowo bez kaca. Ubrałam się szybko, związałam włosy w gumkę i wyszłam z mieszkania sprawdzić, czy Brendon jest u siebie. Zapukałam w dębowe drzwi ze strachem, że pomyliłam drzwi. Kiedy zobaczyłam Brendona, ucieszyłam się. On stał w jeansach bez koszulki. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Gdzie się zmyłeś?
- Aa, ja na was czekałem, ale, że nikt nie wychodził to poszedłem do domu.
Spojrzałam na niego dziwnie.
- To my na Ciebie czekaliśmy. Z resztą, mogę?
- Nie, widzisz, to nie jest odpowiednia pora i...
Znikąd zjawiła się ona. Ta sama Sarah, w koszulce Bdena z mokrymi włosami i kubkiem kawy. Lekko objęła go i uśmiechnęła się. Spojrzałam na nich z niedowierzaniem i czekałam na odpowiedź. Odpowiedzi nie usłyszałam.
- A kto to jest skarbie?
- Ash. Ash, to jest Sarah.
- A tak, my się znamy.- warknęła- Spław ją.- szepnęła do niego i poszła sobie
- Ashley, ja...
Odwróciłam się na pięcie pełna łez oczach i po prostu zamiast iść do windy, to zbiegałam na czwarte piętro. Nie wiedziałam co mam powiedzieć, po prostu nie mogłam w to wszystko uwierzyć. Weszłam do domu Ry i popłakałam się na dobre. Keltie zbierała mnie z ziemi, byłam w środku histerii. Było tak idealnie, sytuacja była tak wyklarowana i co? I znowu ktoś stanął mi na drodze.
- Ja już tego mam dość, rozumiesz?! Na okrągło ktoś staje mi na drodze do miłości.- wtuliłam się w nią
- Cii, już, spokojnie. Będzie dobrze Ash, jeszcze tego pożałuje Brendon, ona nie będzie jedną z nas...
Dwa tygodnie później ja dalej przypominałam roślinę, a ich związek kwitł w najlepsze. Moje najukochańsze dziewczyny bojkotowały każde spotkanie z Brendonem i nią, w ogóle z nią nie rozmawiały, a potem spotykałyśmy się razem, żeby ją obgadywać. Jak słyszałam Northern Downpour w radio to miałam ochotę te radio wyrzucić przez okno, z mamą nie poruszałyśmy tego tematu. Przyszła kolejna impreza, po raz któryś zostałam zaproszona, ale nie chciałam się na niej zjawić. Tym razem impreza odbywała się w apartamencie Ry, więc wjazd był na luzie. Rozmyślałam cały tydzień, aż w końcu się zdecydowałam, bo miała na tej imprezie być Cass Pope i Travis! :) i wiele wiele innych osób, więc postanowiłam się tam wybrać. Żeby wkurzyć Brendona i tą jak jej tam, a tak pusty orzeszek! (Orzechowski) ubrałam koszulkę Audrey Kitching. Taka nawet z dekoltem, było widać kolczyka, więc joł. Do tego ubrałam legginsy i te białe buty Marc Jacobson, z łączoną podeszwom. Jak zawsze po drodze zabrali mnie Spenio i Haley. Gadaliśmy dużo o tym, kto będzie i co się będzie działo. Ja mam pokój zarezerwowany u Ry, także ludzie mogą mi naskoczyć! Śmiałyśmy się z Haley jak głupie, Spenio nas uspakajał;D.
Podjechaliśmy do apartamentowca. Muzykę było słychać aż na dworze! Uśmiechnęłam się do siebie, czułam, że tej nocy dam im popalić. Przywitałam się ze wszystkimi znajomymi i zaczęłam pić. Z Travim mieliśmy takie wkręty, że mało! On wpadł a pomysł grania w butelkę za pieniądze. Za każdym razem trzeba było kogoś pocałować, a jak się nie chciało, to kara wynosiła 100$. Zgłosili się prawie wszyscy! Zaczął Travis i padło na Cass.
- Dawaj Travi, dawaj!-śmiałam się
Dali sobie niewinnego buziaczka. Cass musiała pocałować Haley, Haley Ry, Ry wpadł na mnie.
- No nie!- zaśmiałam się
- Dawaj siostra buziaka!
- A masz Ty dziadu!
Soczysty buziak prosto w usta, nawet nam zdjęcie zrobili. Kręciłam i ja. Z każdym obrotem butelki modliłam się `oby tylko nie ona`. I padło... jeszcze gorzej. Spojrzałam na Beara, miał nie wyraźną minę. Nie miałam kasy, żeby zrezygnować, więc stanęłam na czworaka i czekałam co on zrobi.
- No Brendon, czemu nie płacisz 100?- zapytała Sarah
- A niby po co?
- Chyba nie pocałujesz tego czegoś?
Spojrzałam na nią z kurwikami w oczach i nie wytrzymałam. Rzuciłam się na nią i mało jej nie zabiłam.
- Dla Ciebie jestem pani! To po pierwsze!- walnęłam ją z pięści- Po drugie, to Ty namieszałaś mi w życiu.- poprawiłam- A po trzecie, to nie ja jestem bezguście, kopiarko Katy Perry!- walnęłam jej po raz ostatni, bo złapał mnie Ryan, Jon, Travis i Spenio.
Brendon wyprowadził swoją piękność do domu. Po tym wszystkim odechciało mi się wszystkiego. Brendona mi się odechciało, żyć mi się odechciało też. Piłyśmy z dziewczynami i obgadywałyśmy ją ciągle.
- Ale motyw z tą koszulką to jest wyjebany!- śmiała się Keltie
- Dzięki. O to chodziło. ;)
- Ale jej dołożyłaś!
- Wiem, dzięki.- śmiałam się jak głupia.
Kiedy poszłam do łóżka, spojrzałam na telefon. Miałam nieodebraną wiadomość od Brendona. Usunęłam smsa od razu i poszłam spać. Ok. 5 nad ranem dostałam kolejnego smsa od Brendona.
`czemu nie odpisujesz? ja przepraszam za nią, nic Ci nie jest?`
` a to jeszcze Ciebie interesuje? nie przepraszaj, bo to i tak nie jest szczere. powiedz jej, że jak ją spotkam, to nie liczę za siebie.`
` na prawdę mi jest przykro. nie powinienem przychodzić na tą imprezę z Sarah.`
` za późno, a dmuchane lalki to się trzyma w szafie, taka wiadomość na przyszłość. dobranoc, bo mnie bezczelnie obudziłeś.`
Już nie odpisał, może i lepiej?
Nastrój:
tagi: