Dużo się zmieniło. Panic od miesiąca są w trasie, a ja? Ja mieszkam z Keltie. Mam blisko do szkoły, a poza tym ona nie czuje się samotna. Mamy dokładnie 6 kwietnia 2009. Za 4 dni chłopcy wracają z krótkiej trasy, a ja boję się tego, co się stanie. Nie odzywamy się z Brendonem do siebie, od kiedy nazwałam Sarah dmuchaną lalką. W ogóle nie słyszałam ostatnio żadnych newsów z ich życia, Ry mało o tym mówił. Siedziałyśmy obydwie w kuchni paląc papierosy.
- Ciekawe co to będzie w ten piątek.- zamyśliła się Keltie
- Powiem Ci, że mnie to nie interesuje, nie chcę z Brendonem gadać, ani nic.
- Przecież byliście przyjaciółmi.
- To co? Ja tylko tęsknię za trójką, a nie za czwórką Panic.
To nie była prawda. Mimo tego wszystkiego ja wciąż coś tam czułam do wokalisty.
- Ja Ci nie wierzę. Widzę, jak oczy Ci się świecą, jak ktoś mówi coś o nim.
- No to co z tego? Może i wygrałam jedną bitwę, ale wojnę z nią przegrałam.- schowałam twarz w dłoniach, żeby ukryć zrezygnowanie
- A kto powiedział, że wojna się skończyła?
Te słowa dały mi dużo do myślenia. Przecież żadna z nas jeszcze tak do końca nie wygrała, więc czas wziąć się w garść i działać!
Przyszedł piątek. Jak zawsze siedziałam i uczyłam się mojej roli, kiedy nagle mój telefon zaczął dzwonić. Na wyświetlaczu wyskoczyło mi `Brendon`.
- Słucham?
- Cześć Ash, jak się miewasz?
- Dobrze, a Ty?
- Ok, masz może czas i ochotę się spotkać?
- Widzisz, tak się składa, że właśnie się uczę roli, na razie.- miałam odłożyć
- Czekaj, nie odkładaj słuchawki. Chciałem się pogodzić. Mam dość tego, że nie rozmawiamy tak jak kiedyś, że nie sms'ujemy.
- Przecież masz z kim smsować.
- Dmuchane lalki trzyma się w szafie, więc raczej one nie piszą smsów.- zaśmiał się
- O, teraz z tego żartujesz?
- Bo to było zabawne! Po prostu pojechałaś mi tak, że nikt mi tak w życiu nie pojechał!- śmiał się jak głupi
- A Ty ćpałeś przypadkiem?
- Nie, to co, spotkamy się?
- A gdzie chcesz?
- To chodź do mnie na górę.
- Nara.
Rozłączyłam się.
- Ja idę na górę.- mówiłam do Ry i Keltie, którzy się miziali w salonie- Zostawiam wam wolną chatę.
- Gdzie idziesz?!- zapytała Keltie
- Na górę.
- Do Brendona? :O
- No. Przyjdę niedługo.
Wyszłam z domu i udałam się w kierunku windy. Po drodze obmyślałam tysiąc teorii spiskowych po co on zaprosił mnie do siebie, może ona chce się zemścić? Wyszłam na przeciw niej z plecakiem. Obrzuciła mnie zimnym spojrzeniem i poszła. Zapukałam w dębowe drzwi po raz kolejny w moim życiu. Bear stał uśmiechnięty od ucha do ucha.
- Cześć, wchodź.
- A tej co się stało?
- Obraziła się.
Usiadłam na kanapie w salonie. Gapiłam się w słoneczne Las Vegas. On usiadł obok mnie.
- Ja przepraszam za to wszystko.
- Nie, to ja przepraszam, nie powinnam jej wyzywać, powinnam sobie odpuścić.
- A tam. Było minęło.
- Co chcesz dostać na urodziny?- uśmiechnęłam się
- Nie zmieniaj tematu!:D
- Cicho bądź.- walnęłam go z poduszki
Przyszły urodziny Bdena. Impreza odbywała się w Palms. Tematem głównym była moda lat 80, więc można było zrobić siebie idiotę. Ja ubrałam niebieską tunikę z napisem I <3 Bden, do tego srebrne getry i różowe trampki. Włosy opadały mi na ramiona. Nie wiedziałam co mu kupić, więc zrobiłam mu koszulkę I <3 Ash, a na plecach było Birthday Boy!, do tego całkiem fajny perfum Lacoste. Kiedy wpadliśmy na salę z Ry i Keltie, czekał na nas brat Brendona, Louis.
- O, Rossowie!- uśmiechnął się do nas
- Hej!
Przywitaliśmy się i weszliśmy do środka. Brendon stał oparty o ścianę i pił drinka. Widząc moją koszulkę otworzył oczy szeroko. Spojrzał prosto w moje oczy i uśmiechnął się zawadiacko.
- Ładna koszulka.
- Dzięki.- uśmiech z mojej strony
- Stary, wszystkiego naj.- Ry go przytulił i podał paczkę
- Sto lat Brendziu!- Kelt dała mu buziaka i przytuliła
Stałam tam jak głupia zastanawiając się nad tym jak złożyć życzenia. Ryan gadał z Bearem dość długo.
- Dobra idź już, bo Ash czeka w kolejce.- Brendon spojrzał na mnie z uśmiechem
- A tak.
Obydwoje z Keltie odeszli.
- Więc... drogi Brendonie... chciałam życzyć Ci wszystkiego naj, żeby zostawiła Cię Barbie kopiująca Katy Perry, żebyś miał więcej kasy niż masz i czego sobie zapragniesz.
- Dziękuję!- przytulił mnie mocno i pocałował w czoło
Podałam mu torbę z prezentami. Zaglądając do środka, miał twarz pełną ekscytacji. Widząc koszulkę z napisem I <3 Ash zaśmiał się. Nie po chamsku, a z zadowolenia, że komuś dowali. Bez wahania ściągnął marynarkę. Stał przede mną z nagim torsem.
- Potrzymasz?
Oszołomiona złapałam za koszulę i marynarkę. T-shirt pasował jak ulał, nie ma jak wyciągać takie wiadomości od brata. ;-) Spojrzał w lustro i uśmiechnął się szeroko.
- Dzięki skarbie.- dostałam kolejnego buziaka
Powąchał perfum i szybko się nim popryskał. Poszedł odnieść prezenty, i od razu ruszył do Sary, która go dzisiaj przeprosiła. Ja podążyłam do baru.
4 drinki później...
Gapiłam się w drinka co chwilę go mieszając. Poczułam jak ktoś delikatnie stuka mnie w ramię.
- Nie bawisz się?
- Jak widać wolę się upijać w samotności, a Ty nie bawisz się z resztą gości?
- Jak widać nie. Mam tego dość.- usiadł obok mnie, objął mnie w talii
- Haha! Laski szukasz?!- zapytałam z ironią- Gdzie ta tania chińska podróbka biednej Perry zwaną Sarah?
Spojrzał na mnie i zaczął się śmiać.
- No co? Czy powiedziałam coś złego?
- Nie, Ty po prostu jesteś zazdrosna!- uśmiechnął się delikatnie dotykając moich pleców, na których widniał napis: `Happy Bday!`, a małymi pod spodem `I hope you had hide your Barbie Girl in the closet.`
- Ja?-pomieszałam drinka czarną słomką- Po prostu nie toleruję tanich podróbek z Chin.
Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Nachylił się nade mną i szeptał mi do ucha.
- Zatańczysz?
Przez ciało przeszedł mnie dreszcz. Od razu na mojej twarzy zawitał uśmiech. Szybko dopiłam drinka i ruszyliśmy na parkiet. Ciekawe dlaczego dziwnym trafem leciał Lenny Kravitz- I Belong To You? Nie zapomniał. Ciarki przeszły moje ciało, nie wiedziałam co mam robić. Wzrokiem szukałam, gdzie jest Sarah, ale jej nie widziałam. Wtuliłam się w Brendona i tak tańczyliśmy. Okręcał mnie co jakiś czas, ciągle się na nas gapili. Pragnęłam, żeby ta piosenka nigdy się nie skończyła.
- Z koszulką trafiłaś w same sedno.- szepnął mi do ucha
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
- Jak to?-pokazałam na napis pod I <3 Ash.- Jako siostrę.-dodałam
- Sióstr to ja mam od chuja, nie chcę nowej siostry.
Jego oczy się zabłyszczały tak dziwnie, pocałował mnie w policzek. Nie wiedziałam co o tym mam sobie myśleć... myślenie przerwało mi coś, a raczej ktoś. Na parkiecie zobaczyłam znajomą mi sylwetkę i ten uśmiech. Kiedy piosenka się skończyła, uwolniłam się od Brendona i zaczęłam się kręcić wokół owego kolegi.
- Ashley!
Zostałam nagle zaatakowana przez Ashlee Simpson.
- Ash! Jej, miło Cię widzieć!
- Komuś podoba się moja fryzura.-zaśmiała się- Bardzo Ci w niej ładnie.
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się- Gdzie Pete?
- Gada tam z kolesiem.
Spojrzałam w ich stronę. Gadał z tym kolesiem. Już miałam iść w ich stronę, ale jakoś ludzie stali mi na drodze, oni zniknęli. Przy scenie narobił się szum, a tu nagle wychodzi on na scenę z gitarą i słyszę jedną z ulubionych piosenek.
- I've got your picture, I'm coming with you, dear Maria count me in....
To był Alex Gaskarth. Przykuł mnie swoim wyglądem, rurkami... a kto nie pamięta tej sesji w samych gaciach? Mmm... uśmiechałam się jak głupia stojąc pod sceną. Po chwili dołączył do mnie Brendon przytulając mnie do siebie. Alex zawrócił mi w głowie! Teraz nie Brendon się liczył, a Alex. Gapiłam się w niego jak obrazek, jak grał. Alex nie omieszkał zauważyć jak bardzo się drę i jak się na niego gapię. Tak szybko jak umiałam, wyrwałam się z ramion Brendona i poszłam do baru się napić jeszcze bardziej. Po trzecim drinku, znaczy się, moim 8, powoli zaczęłam nie kontrolować tego, co robię. Poleciałam na parkiet. Kiedy zauważyłam, że Alex siedzi z Pete'm, nie mogłam się powstrzymać.
- Cześć chłopaki!-uśmiech- My się chyba nie znamy...? Przedstawisz mnie Pete?
- Ah tak, Ashley to jest Alex Gaskarth z All Time Low, Alex to jest Ashley Ross, siostra Ryana Rossa z Panic At The Disco.
- Miło poznać.- uśmiechnął się i posunął się, żebym obok niego usiadła
- Co tutaj sprowadza All Time Low?
- Byliśmy na miejscu i postanowiliśmy wpaść. Brendon przywitał nas z otwartymi ramionami!
Słuchałam każdego słowa. Mówił tak ślicznie, jego twarz... jej, nie mogłam. Pete widząc mnie w takim stanie przyglądał mi się dokładnie, znaliśmy się już jakieś 3 lata, wiedział o co kaman.
- A gdzie Twój facet?- przerwał nam konwersację
- Jaki facet?- zapytałam zdziwiona
- Noo...-skinął na koszulkę
- Aaa, urodzinowy chłopak? Widzisz, czasy się zmieniają.
Uśmiech nie schodził mi z twarzy, popijanie drinka Alexa sprawiło, że czułam się nieźle pijana.
- Zatańczysz?- wyskoczył nagle Alex
- Z miłą chęcią!
Obydwoje ruszyliśmy w stronę parkietu. Gadaliśmy jak starzy znajomi, czułam jakbym znała go od zawsze.
- A brat gdzie?
- Brat ogranicza się do swojego zespołu, pewnie siedzą z jubilatem i obalają kolejną połówkę.
-Tak, najlepiej wśród swoich. Można?
Złapał mnie w pasie, oraz złapał moją rękę. Tańczyliśmy tak może od 23 do 1 w nocy. Gadaliśmy sobie, tańczyliśmy wolne, w między czasie piliśmy. Impreza skończyła się chwilę po 1, ale przenieśliśmy się do domu Bdena. Bear pokazywał swoje niezadowolenie, próbował ze mną tańczyć, ale ja po prostu go odrzuciłam. Popsułam mu urodziny i dobrze o tym wiem, ale niech poczuje się tak jak ja, kiedy odrzucił mnie dwa razy. Siedzieliśmy w taksówce z chłopakami z All Time Low, bo reszta wiedziała mniej więcej, gdzie to jest. Po 15 minutach byliśmy na miejscu. Ruszyliśmy na 8 piętro apartamentowca, na którym odbywała się już impreza. Wpadliśmy z nowym alkoholem, wszyscy się cieszyli, oprócz Brendona. Od razu złapał mnie za rękę i zaprowadził do toalety. Zamknął drzwi na klucz.
- Ash, dlaczego Ty mi to robisz?
- Ale co?- spojrzałam na niego
- No, z Alexem.
- Buahaha! Od kiedy my jesteśmy razem?
Spojrzał na mnie, usiadł obok mnie na wannie. Złapał mnie delikatnie za dłoń, a drugą ręką odgarnął mi z twarzy zabłąkany kosmyk.
- Wiem, że w sumie to sobie zasłużyłem na takie traktowanie, ale nie uda nam się odbudować relacji?
Spojrzałam na niego z ironicznym uśmiechem.
- Żeby znowu przyszła byle jaka zdzira i zepsuła wszystko?
- Ash...- ścisnął moją dłoń mocniej, nerwowo odgarnął moje włosy za ucho- Byłem głupi, myślałem, że ona na prawdę jest fajna, ale nikt nie równa się z Tobą skarbie.
Uśmiechnęłam się. Ostatnio nazywał mie skarbem, jak chciał, żebym mu wyprostowała włosy. Słysząc głos Alexa, który pytał się, gdzie jestem, wyrwałam się z tego amoku. Usłyszeliśmy pukanie do łazienki.
- Ash, jesteś tam?
- Już idę.
Podniosłam się, żeby otworzyć drzwi, a Brendon pociągnął mnie za rękę tak, że zaczęliśmy się całować. Całowaliśmy się dłuższy czas, kiedy Alex odezwał się jeszcze raz.
- Nic Ci nie jest Ashley?
- Nie, zaraz przyjdę. Idź, ja Cię znajdę.
Ponownie zaczęłam całować Brendona. On obejmował mnie w talii, a ja bawiłam się jego włosami, które po ostatnim ścięciu były dość krótkie. Jeździł rękoma po moich plecach, to było przyjemne. Nie wiem dlaczego, ale podobało mi się to, do tego wierzyłam mu. Poczułam na plecach jego ciepłe dłonie, nie przeszkadzało mi to, że właśnie dotykał mnie po brzuchu i dotykał mnie dość blisko piersi. Wszystko było mi jedno. Znowu ktoś zapukał.
- Bden, jesteś tam?- to był Ry
- Jesteśmy z Ash, już idziemy.
Puścił mi swój firmowy, łobuzerski uśmieszek, pocałował mnie i zabrał z łazienki. Ry patrzył się na nas dziwnie.
- Rozmawialiśmy z Brendonem sobie na temat Alexa. Jest zazdrosny.- zaśmiałam się
- A dlaczego trzymacie się za ręce?
Spojrzałam szybko na nasze splecione ręce. W panice puściłam rękę.
- To on jest jakiś pedofil.
Odeszłam od nich szybkim krokiem, złapałam jakiegoś drinka i wypiłam go duszkiem. Poszłam szukać Alexa. Znalazłam go w kuchni, tuż przy wódce.
- O panie Gaskarth, nie pijesz już więcej!
- Ash.- złapał mnie za rękę i wylądowałam na jego kolanach- Chodź pogadać gdzieś, co?
- No dobra.
Poszliśmy do ostatniego pokoju w domu Brendona, do którego nikt się nie zapuszczał. Zamknęłam drzwi na klucz, żeby nikt nas nie złapał razem. Położyłam się na łóżku, a on usiadł obok. Po chwili ciszy przemówiłam.
- Chciałeś rozmawiać?
- Ah tak. Jesteś wolna?
Zamurowało mnie.
- Tak, a Ty?
- Też wolny. I masz 19 lat?
- Tak, Ty 21?
- Yhym.- skinął głową
Usiadłam, czułam, że lawina pytań, jakimi mnie zasypie nie będą fajne.
- Czujesz coś do Brendona, prawda?
- Hmm... dał mi kosza dwa razy, ale jak to mówią do trzech razy sztuka.- uśmiechnęłam się
Zbliżył się do mnie. Wiedziałam, że chce mnie pocałować. Przypomniała mi się scena z Twilight, jak Edward mówił: `chciałbym spróbować jedną rzecz... siedź spokojnie... nie ruszaj się...` i całuję Bellę. Uśmiechnęłam się sama do siebie, że dzisiaj zaliczyłam dwóch facetów! Zaczął mnie całować. Całował dobrze, ale nikt nie robił tego lepiej niż Brendon, kiedy całowaliśmy się pierwszy raz. Przewrócił mnie na plecy i całował bez opamiętania. Po chwili nasze bluzki leżały gdzieś na ziemi. Czułam jak jego rozgrzane ręce błądziły po moich piersiach, że niby `przypadkiem` stanik sam spadał. Pukanie do drzwi przerwało nasze zabawy. Rzucił mi koszulkę, sam ubrał się szybko. Ktoś wszedł do pokoju.
- O, tutaj jesteście?- to była Ashlee
- Ash źle się czuje, więc siedzę z nią tutaj.
- Kochany jesteś, ale mnie nie oszukasz.- pokazała na jego bluzkę tył na przód
- Ah...
Zdjął koszulkę i przebrał się szybko.
- To może... ja pójdę.- wstał i wyszedł
- Ashley.- Ash mało mnie nie zabiła- Ja już nie nadążam, raz słyszę jaki to Urie nie jest super, a teraz znalazłam Cię z Gaskarthem.
- Czasy się zmieniają;P
- Tak, ale jakbyś nie zauważyła, Bdenowi zależy na Tobie, do tego to są jego urodziny.
- Kogo to obchodzi? Odrzucił mnie dwa razy, niech poczuje się jak ja.
Rzuciła mi zabijające spojrzenie.
- Pogadamy jutro jak wytrzeźwiejesz.
Wzruszyłam ramionami i przewróciłam się na bok. Zamknęłam oczy, przykryłam się pościelą i próbowałam zasnąć, ale jakoś mi nie wychodziło. Godzinę później muzyka przycichła, Ry przyszedł mnie pożegnać, a zaraz po nim wślizgnął się Brendon.
- Śpisz?
- Nie.
- A już lepiej się czujesz?- on to prawie zgon
- Tak, a Ty jak słyszę to dalej pijany.
- Troszeczkę.
Zatoczył się do łóżka, położył się do mnie i przytulił mocno. Zaczął ręką dotykać moich pleców, potem wsadził rękę pod koszulkę. Nie opierałam mu się, było mi tak fajnie, a powiem, że przyjemniej niż z Alexem. Odwróciłam się do niego twarzą, uśmiechał się szeroko.
- Ash...
Spojrzałam mu głęboko w oczy. Było w nich coś takiego... ślicznego. Położyłam mu palec na ustach i zaczęłam całować. Leżenie pod Brendonem Urie od dzisiaj zaliczam do moich ulubionych rozrywek! Bden był taki szczęśliwy, że spaliśmy razem. Nie, że spaliśmy, że tego, a spaliśmy normalnie. Po raz drugi, nie licząc małego incydentu na imprezie, kiedy to specjalnie zasnęłam na jego kolanach napruta w trzy dupy.
Nad ranem obudził mnie krzyk Brendona i kogoś innego.
- Co Ty tu robisz?!
- A co Ty tu robisz?!- zapytał drugi głos, który należał do Alexa
Otworzyłam oczy, spojrzałam na nich obu. Zaczęłam się śmiać. Mimo wielkiego kaca i bólu głowy śmiałam się jak głupia!
- Buahaha wy to macie tupet!
- No Alex, idziesz już sobie?- zapytał z sarkazmem Brendon
- Nie musi, bo ja wychodzę.
Wstałam z łózka i ruszyłam w stronę drzwi.
- Ash, zostań, spędzimy sobie poranek...
- Nie.
- Pójdziesz ze mną na śniadanie?- zapytał Alex
- Nie. Ja idę spać.
Wyszłam z pokoju, znalazłam gdzieś moje buty pod stołem i postanowiłam wypić wodę. Z 2l butelki został tylko kawałek plastiku. Poszłam schodami na 4 piętro, gdzie mieszkałam od jakiegoś czasu z Ry i Keltie. Otworzyłam drzwi i natknęłam się na ciuchy porozwalane wszędzie, no to było tu całkiem ciekawie jak mnie nie było. Bez zbędnych słów ominęłam kuchnię, w której siedział Ry i palił papierosa. Znaczy, że ta noc była bardzo udana. Na samą myśl się wzdrygnęłam i poszłam położyć się do mojego pokoju.
Nastrój:
tagi: