Pojechałam z rana na zajęcia, które odbywały się w University of Nevada. Jak zobaczyłam Kaley z daleka, od razu się uśmiechnęła.
- O Ash! Hej.- tradycyjnie buziak
- Hej.- uśmiechnęłam się
- To opowiadaj o tym szalonym weekendzie!
- Więc, zaczęło się od tych koszulek, pamiętasz jak je robiłam?
- No tak.
- Ubrałam ją, a drugą dałam w prezencie.
- O jacie! I co?
- No, spodobała się.- zarumieniłam się- I się zaczęło. Usiadłam przy barze i piłam, aż przyszedł do mnie Brendon i zapytał, czy zatańczymy... i nie zgadniesz do jakiej piosenki...
- Jakiej?
- Lenny Kravitz- I Belong To You.
Kaley gapiła się na mnie jak głupia.
- Ej jemu na Tobie na serio zależy! :O
- Taaa.
Weszłyśmy do sali ze sceną. Usiadłyśmy na widowni, zazwyczaj to ja się spóźniam na zajęcia, a tutaj nie było nikogo!
- A co z Alexem?
- Więc zobaczyłam go na parkiecie. Uświadomiłam sobie, że jeżeli dalej tak będzie, że będzie ok między nami, a on kogoś sobie znajdzie i mnie oleje... to dałam sobie spokój. Poszłam pogadać z Wentzem i Gaskarthem. Tak się zaczęło, a do tego spodobałam się Alexowi.
- I co teraz?
- Teraz nie zostaje mi nic, jak kręcić dalej z Brendonem.
Uśmiechałam się do siebie, bo wiedziałam, że taki układ mi się podoba. Zajęcia przebiegały całkiem spokojnie, jak to próba przedstawienia. Nie mogłam się skupić, bo ciągle myślałam o Brendonie. Raz to nawet potknęłam się na scenie, bo się zamyśliłam. Zaraz po zajęciach wyszłyśmy z Kaley na obiad. Idąc schodami uniwersytetu, usłyszałam trąbnięcie. Zaczęłam się lekko rozglądać, bo poza nami nikogo nie było na schodach, więc wiedziałam, że to chodzi o jedną z nas. Okno vana się otworzyło, a z niego wystawał łeb Urie'go.
- Cześć Ash!- krzyknął
- No to po obiedzie..- szepnęła Kaley
- Cześć!-pomachałam- Kurde, nie zostawię Cię!
- Idź. Ja zawsze mogę sobie poczekać, on może uciec.
- Ale..
- Idź!
Podeszłam do samochodu. Uśmiechnęłam się szeroko.
- Masz czas może?- zapytał
- No mam.
- A masz ochotę na zjedzenie lunchu ze mną?
- Hmm... może i mam.
- Wskakuj.
Odprowadził mnie wzrokiem do miejsca pasażera obok kierowcy. Kiedy rozsiadłam się wygodnie, on nachylił się i dał mi buziaka w polik. Automatycznie na mojej twarzy zawitał wielki rumieniec. Ruszyliśmy w stronę miasta.
- Koleżanka się zdenerwowała?
- Nie, kazała mi iść i dobrze się bawić.
- Fajna koleżanka. Mój kumpel jak usłyszał, że zostawiam go i jadę na obiad z Tobą, to stwierdził, że chce być gwiazdą, bo ciągle się z dziewczynami umawiam.
Zaśmiał się dziko. Spojrzał na mnie z uśmiechem.
- Jak zajęcia kochanie?
Zmieszałam się tymi słowami.
- Dobrze, jak Twój dzień?
- Jak na razie było ok, teraz zaczyna być bardzo dobrze.
Moje serce szalało. Raz biło tak, że aż bolało, a raz tak powoli. Nie wiedziałam co się dzieje, kurczowo trzymałam się fotela.
- Jadę za szybko?- zapytał zatroskany Bden
- Nie, jest idealnie.
Zajechaliśmy pod jakąś restaurację. Skąd wiedział, że to moja ulubiona chińska restauracja, i że właśnie akurat dzisiaj miałam ochotę na kurczaka w sosie słodko-kwaśnym?! Chyba za dużo wyżalam się rano Ryanowi.
- Ja poproszę kurczaka w sosie słodko-kwaśnym.
- A ja to samo, tylko w wersji wegetariańskiej. Więc, jak zajęcia? Jaką sztukę wystawiacie?
- Hamlet.
- Oo, a kogo grasz?
- Ofelię, córkę Poloniusza.
- Fajnie! Kiedy premiera?
- Hmm... w połowie maja? Coś takiego.
- Powiesz kiedy, a ja na pewno tam będę, możesz na mnie liczyć.- złapał mnie za rękę
- Dziękuję.- uśmiechnęłam się nieśmiało i spojrzałam w jego oczy
- Ash...?
- Tak?
- Pojedziesz z nami w letnią trasę po USA i do Anglii?
- Czemu pytasz?
- Chcę, żebyś była blisko mnie.- ścisnął moją rękę
- Ale... mam nadzieję, że nie chcesz się mną zabawić i mnie zostawić, co?
- Nie.-spoważniał- Z Tobą nigdy.
Spojrzałam na niego ze zdziwieniem. Wiedziałam, że prędzej, czy później to się stanie, ale, że teraz. Kelner przyniósł dwa talerze. Od razu zaczęłam jeść po to, żeby uniknąć rozmowy, a do tego byłam głodna, że zjadłabym konia z kopytami. Zaraz po zjedzeniu obiadu wyszliśmy z knajpy. Brendon złapał mnie za rękę- spodobało mi się to. Jak zawsze mieliśmy okulary przeciwsłoneczne na oczach, żeby nikt nas nie poznał.

Wsiedliśmy do samochodu i pojechaliśmy do domu. Od wyjścia z knajpy panowała niezręczna cisza. Bden tylko przerzucał kanały radia, aż nagle wpadł na The Cranberries- Kiss Me. Wtedy było wszystko wiadome. Złapał mnie mocno za rękę i nie puścił jej, dopóki nie musiał zmienić biegów. Wjechaliśmy na podziemny parking apartamentowca. Wysiedliśmy z samochodu i obydwoje ruszyliśmy w stronę wind. Kiedy złapaliśmy jedną, coś we mnie pękło. Te sztywne zachowanie znikło, nie było już strachu. Uśmiechnęłam się szeroko do Brendona i przytuliłam się do niego.
- Mieciu?- przytulił mnie i pogłaskał po głowie
- Tak?- spojrzałam w jego oczy
- Kocham Cię.
Spojrzałam na niego z niedowierzaniem. On mnie kocha. Zaczęłam płakać.
- Kotek, Ty płaczesz?- delikatnie wycierał moje łzy
- To za szczęścia!- zaśmiałam się- Ja Ciebie też kocham.
Wspięłam się na paluszki i musnęłam go w usta. Winda zatrzymała się na 4 piętrze.
- To idziesz do mnie, czy do siebie?- zapytał
- Jeśli mnie zapraszasz ^^- uśmiechnęłam się szeroko
- Moje drzwi są dla Ciebie otwarte każdego dnia, o każdej porze.
- Dziękuję.
Złapałam go za rękę, poczułam, że powinnam. On pocałował mnie w głowę. Jeszcze lekko do siebie nie doszłam, a tu nagle na 8 piętrze do windy wsiada Sarah Orzechowski.
- O Brendon, cześć. Cześć Ash.- uśmiechnęła się do nas
- Cześć. Coś się stało?- objął mnie ramieniem
- Nie, przyszłam wziąć swoje rzeczy i oddać Ci klucze.
- Ach tak, miałaś to zrobić tydzień temu,
- Przepraszam, ale pracowałam.- zwróciła się ironicznie do Bdena- Wiesz Ash, przepraszam, że Ci go odbiłam wcześniej, nie był tego wart.
- Nic się nie stało...- zmieszałam się tą wypowiedzią
- Kochana, może i bitwę wygrałam, ale Ty wygrałaś tą wojnę i cieszę się z tego.- uśmiechnęła się i pogłaskała mnie po ramieniu- Na razie.
Wręczyła mi klucz do mieszkania Brendona. Spojrzałam na nią i na klucz. Oddałam klucze Bearowi, a ten zamknął moją dłoń.
- Są Twoje.
- Dzięki, ale na to jeszcze za wcześnie.
- Chyba masz rację.
Weszliśmy do mieszkania. Tym razem wszystko wyglądało całkiem inaczej. Ten obraz w przedpokoju, ten żółty narożnik w niebieskim pokoju, ten wielgachny, plazmowy telewizor. Schyliłam się, by rozwiązać moje Vansy za kostkę.
- Nie ściągaj butów, bo nie sporzątałem ostatnio.
- Aż się boję zapytać kiedy.
Usiadłam na żółtym narożniku, rozglądając się dookoła.
- Co jest? Przecież byłaś tutaj wcześniej?- zapytał stawiając szklankę z napojem
- Dzięki. Teraz wszystko ma inne znaczenie.- położyłam rękę na jego udzie, a on ją pogłaskał
- Racja.
Przybliżył się do mnie, uśmiechnął się i pocałował mnie namiętnie. Czułam jak świat kręci się wokół, jakbym miała zaraz zemdleć. Przytuliłam się do niego mocno.
- Powiem Ci coś, ale się nie śmiej.
- Wal śmiało.
- Znasz Kaley Bishop?
- Tak, to ta dziewczyna z pod uniwersytetu i moja sąsiadka, prawda?
- Yhym.- kiwnęłam głową- Okna z jej gościnnego pokoju wychodzą na Twój pokój i ogródek.
- No tak, ale co z tego?
- Często siedziałam tam i gapiłam się w okno.
Zapadła cisza.
- Podglądałaś mnie?
- Tak jakby.
Uśmiechnął się.
- Na prawdę?
- Przestraszyło Cię to?
- Nie głupolku. Trzeba było zagadać, umawiać się, a nie się chować.- pogłaskał mnie po głowie z troską
- Myślisz, że nie chciałam? Chciałam i to jak, ale nie umiałam!
- Było, minęło. Najważniejsze jest teraz.
Puścił mi swój łobuzerski uśmiech i rzucił się na mnie! Właśnie w chwili, kiedy on na mnie leżał i udawał, że wgryza mi się w szyję, a ja piszczałam i próbowałam go gilgotać, usłyszeliśmy lekkie odchrząknięcie.
- Było otwarte, więc...- Brendzio spadł na ziemię, a ja gapiłam się w Ryana
- Spoko.
- Cześć Ash, idziesz na obiad?
- Nie, byliśmy z Bdenem na obiedzie, razem.- podkreśliłam dokładnie słowo razem
- Aha, a Ty dziadu pamiętasz, że dzisiaj oglądamy mecz koszykówki?
- O kurde, kompletnie wyleciało mi z głowy! Idzie ktoś ze mną na zakupy?
- Jestem chętna!- podniosłam się z kanapy, złapałam bluzę i torebkę- Gotowa.
Wyszliśmy wszyscy w trójkę, tylko, że Ry wrócił do domu. Ja i Bden poczłapaliśmy do samochodu. Chwilę później znaleźliśmy się pod jakimś hipermarketem. Wzieliśmy jeżdżący koszyk i pognaliśmy na spożywkę.
- Piwo?
- Jest.
- Chipsy?
- Są.
- Orzeszki?
- Są.
- Teraz czas coś dla domku, bo mam nadzieję, że będziesz siedzieć ze mną, więc będę dla Ciebie gotować skarbie.
- Ty umiesz gotować?
- Nie, ale się nauczę!

Wróciliśmy do jego domu w bardzo dobrych nastrojach. O 19:30 zaczynał się mecz, więc postanowiłam, że sobie pójdę. Brendon chciał, żebym została, ale widząc minę Spenia i Ry stwierdziłam, że jednak pójdę i pouczę się z Keltie. Otworzyłam drzwi od mieszkania. Rozwiązałam buty, bluzę powiesiłam na wieszaku.
- Kelt, jesteś?
- Jestem w salonie!
Nigdy, ale to przenigdy nie próbowałam moich aktorskich osiągnięć na rodzinie. Dzisiaj nadszedł ten pierwszy raz. Usiadłam na kanapie obok Keltie, która siedziała na twitterze.
- I jak obiado-randka z Brendonem?- zapytała po chwili
- A gdzie Hobo?
- W kuchni, ale Ty nie zmieniaj tematu. No i jak?
- Kompletna klapa.- nogi miałam na kanapie, wtuliłam w nie twarz
- Chyba aż tak źle nie było?
- Było i to jak!
Spojrzałam na nią, jej twarzy malowało się przerażenie.
- Buahaha! Mam Cię;D
- Ty zasrana aktorko! Czyli jak to jest?
- Jestem jedną z was!- pisnęłam
- Jeej! Wierzyłam w was, że w końcu będziecie razem;D
- Dobra, zrobiłam Cię w balona, ale pomożesz mi poćwiczyć rolę?
Cały wieczór spędziłyśmy z Keltie gadając o tym co się stało i ćwicząc moją rolę. 20 kwietnia przejdzie do historii w moim życiu. :)

Piątek. Ten tydzień był niesamowity, ale nie mogłam się doczekać, kiedy tylko pójdziemy na imprezę. Każde popołudnie spędzałam z Brendonem w domu.
- Koteek, widziałeś mój telefon?- krzyknęłam do Brendona
- Czekaj, zadzwonię na Twój telefon i zaraz go znajdziemy.
Mój telefon zadzwonił. Dźwięk dochodził z kuchni.
- Ok, już mam!
- Gotowa?
- Tak.
- To idziemy.
Wyszliśmy z domu. Wsiedliśmy do taksówki i pojechaliśmy do jakiegoś klubu. Przed klubem stało pełno ludzi, a bramkarz nieźle oceniał. Bden złapał mnie za rękę i ruszliśmy do wejścia.
- Zaraz, każdy stoi w kolejce.
- Tak, ale moi znajomi już są w środku.- powiedział grzecznie Bear ściągając okulary
- O Brendon, właźcie, miło nam was widzieć tutaj! :)
Od ręki weszliśmy do środka. Uśmiech nie schodził mi z twarzy, bo teraz nie musieliśmy udawać, byliśmy ze sobą i tak było dobrze.
Usiedliśmy przy stoliku, gdzie siedziała Kelt i Ry, Spenio i Hay. Uśmiechali się do nas, jak jakieś głupki.
- Razem wyglądacie tak słodko.- walnęła Kelt
- Dzięki, wy też.- śmiał się Bden
Chwilę później piłam drinki z dziewczynami, gadając o głupotach;P. Poszłyśmy z Kelt na parkiet się popisywać naszymi zdolnościami tanecznymi, aż tu nagle...
- O proszę, Ash. Cześć kochana.- Sarah pocałowała mnie w policzek
Skojarzyło mi się to z pocałunkiem Judasza.
- Cześć Sarah, co tam?
- Możemy pogadać?
- A o czym chcesz gadać?
- O nim.- skinęła na Brendona
- A co o nim?
- Więc.. no, życzę Ci szczęścia. Wiedz, że na prawdę Cię kocha, bo jak byliśmy razem to ciągle o Tobie gadał, nawet mówił Twoje imię przez sen.
Spojrzałam na nią zdziwiona. Po co ona mi to mówi?
- Na prawdę?
- Tak, nie chcę wam przeszkadzać, czy coś... tylko chciałam Ci powiedzieć, żebyś dbała o niego, bo to na prawdę fajny facet. Niestety, nam nie było pisane, więc może wam wyjdzie?- uśmiechnęła się
- Sarah, ja... ja przepraszam, że Cię uderzyłam.
- Nic się nie stało.- puściła do mnie oczko- Zasłużyłam sobie:P
- Nie, po prostu mnie poniosło, działałaś mi na nerwy...
- Hej, na serio wszystko jest ok.- złapała mnie za ramię- A jak radziłaś sobie jak byłam z nim?- zapytała zatroskana
- W ogóle sobie nie radziłam.- wzdrygnęłam się na myśl tamtych dni- Ale... z pomocą brata, Keltie i przyjaciółki dałam radę.
- To dobrze. Przepraszam Cię, że tak zrobiłam... dobra, idę.
Szepnęła i odeszła. Po chwili podszedł do mnie Brendon.
- Czego chciała?
- Opowiedziała mi o tym, jak ciągle o mnie gadałeś podczas jak byliście razem. Nie ładnie Brendon.- uśmiechnęłam się
- I co jeszcze?- pytał nerwowo
- Była bardzo miła dla mnie.
- Tak? A powiedziała, jak nazwała Cię dziwką i szmatą zanim zerwaliśmy?
- Nie, ale się jej nie dziwię, też tak bym zrobiła. Dlatego zerwaliście?
- Tak.
Przytulił mnie mocno do siebie i pocałował w głowę. Złapał mnie za rękę i bez słowa wyciągnął na parkiet. Przetańczyliśmy tak pół nocy! Później jak zaczęliśmy pić, to znaczy ja, tak koniec. Bden musiał mnie wynosić z klubu, śmiał się ciągle.
- Buahaha dziewczyna mi się schlała!
- To nie jest śmieszne.- warknęłam
- Ash, spokojnie, zaraz taksówka przyjedzie.- pogłaskała mnie Hay
- Spenio, a wy śpicie u mnie?- zapytał Bden
- Nie, u Ry. W pokoju Ash.- puścił mu oczko Spencer
- I co, ja mam tak mu siostrę oddać?!- Ry się oburzył
- No a nie? To i tak jej facet.- przytaknęła Kelt
Ja siedziałam na krawężniku i nie ogarniałam co się dzieje.
- Co? Ej, ja śpię dzisiaj w windzie!
Zaśmiali się ze mnie.
- Ale śmieszne.
Ledwo podniosłam się z ziemi na dźwięk nadjeżdżającego samochodu. Spojrzałam na Ryana i Keltie. On trzymał ją czule w objęciach, szeptał jej coś na ucho, a ona się uśmiechnęła. Po chwili i mój ukochany dopadł mnie.
- Skarbie to co, śpisz u mnie?- zapytał z łobuzerskim uśmiechem
- Nie wiem.
Spojrzałam na brata, żeby jeszcze zdążył zaprzeczyć, ale jednak on był zajęty swoją narzeczoną.
- My jednak będziemy spać u siebie w domu.- powiedział Spenio
Widział co się święci. Wszyscy po kolei odnosili się do siebie tak, że coś się stanie. Na myśl, że rano w przedpokoju znajdę porozżucane ciuchy mojego brata i mojej przyszłej szwagierki jakoś odechciało mi się spać. Najlepiej wyspałabym się w Summerlin. Dlaczego tak panicznie bałam się spać u Brendona? Chciałam sobie wydedukować w głowie, że w zasadzie to sama chciałam się z nim przespać, ale dlaczego teraz wręcz się bałam? Hmm... klimatyzacja w taksówce nieco mnie ocuciła z upojenia alkoholowego. Kiedy wysiedliśmy z taksówki, ciepłe powietrze uderzyło mnie w twarz, było to co najmniej dziwne uczucie.
- To co, ja idę do domu, tak?- uśmiechnęłam się do brata
- Oo, nie chcesz spać u Brendona?
Staliśmy właśnie na holu naszego apartamentowca.
- Wiesz, że lubię się wysypiać w swoim łóżku.
Zmarszczył czoło.
- Ale Ash, Bden na pewno coś dla Ciebie przyszykował, co nie Bear?- spojrzał na niego błagalnie
- Ty idziesz ze mną bez dwóch zdań!- Brendon objął mnie mocno ramieniem i pocałował w głowę.
Rzuciłam bratu spojrzenie żądne mordu.
- Ale...
- Oj Ashley, czy Ty na prawdę nie widzisz, że oni próbuję się Ciebie pozbyć z domu?- zapytał Brendon, a Kelt wybuchnęła niepochamowanym śmiechem
- Wrr... w takim razie miłego ruchanka.
Keltie się popłakała ze śmiechu, a Ryan mało mnie nie udusił. Brendon również śmiał się na całego. Jak dobrze, że jechaliśmy osobnymi windami... chociaż. Bear przeszedł do ofensywy, kiedy drzwi windy się zamknęły zaczął całować mnie po szyi i delikatnie dotykac moich pleców.
- Bear... skarbie- nie zareagował- Bden...!- lekko krzyknęłam, również nie zareagował- Brendon do cholery jasnej, tu są kamery!- warknęłam, aż ode mnie odskoczył
- No tak..
Dojechaliśmy na 8 piętro milcząc. Spojrzał na mnie niepewnie, złapał mnie za rękę. Będąc w środku nie dał za wygraną, kiedy tylko ściągnęłam buty, zaczął mnie całować. Oderwałam się od niego i wykrzywiłam głowę tak, żeby nie mógł mnie pocałować. Jego to zdenerwowało, więc złapał mnie za twarz i zaczął całować. Próbowałam mu się wyrwać, ale nie mogłam. Oderwałam się od niego.
- Czy Ty jesteś debilem, czy nie rozumiesz słowa NIE?- wrzasnęłam na niego
- Myślałem, że...
- To źle pomyślałeś.
Nie patrząc na to, czy on jest w salonie, czy nie, ściągnęłam z siebie sukienkę i poszłam do pokoju, w którym spałam z Bearem i Alexem na raz. Pokój dla pewności przekręciłam na klucz i poszłam spać.
Nastrój:
Kategoria: brak kategorii

.:Ksiega:.
Wpisz się
Ogladaj

.:Linki:.

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (7)
wszystkie (7)

1. introduction. (1)2. it's time to dance! (1)3. this is story of the bottom of this bottle... (1)4. walk away to save your face... (1)5. i hope you had hide your barbie girl in the clo (1)6. two dates during one evening. (1)7. let's get these teen heart beating faster (1)faster! (1)

anikoamenity



.:Wspomnienia:.
2009
kwiecień (4)
maj (2)
czerwiec (1)




lAy by mArtynA